Tonight We Riot — Indyczy rewolucjonista

Wyszukiwania indyków ciąg dalszy. Opuściwszy znaną mi fermę kierowałem się ku nowemu, mijając po drodze prawie 2-letni RIOT: Civil Unrest, 16-letni Riot Police oraz wciąż cieszący się uznaniem graczy – Prison Architect. Te gry łączy jedna wspólna cecha. Tłumimy w nich zamieszki.

Na tytułowy Tonight We Riot trafiłem przez przypadek. Przeglądając nowości na pewnej stronce z grami, zwracałem uwagę na gry będące czymś w rodzaju symulatorów policyjnych, w których przyjdzie mi zmierzyć się z buntem na ulicy. Miałem już za sobą wiele gier o policjantach, ze sławetnym SWAT na czele, ale od nowej produkcji oczekiwałem nieco lżejszego podejścia do rozgrywki. Zainteresowała mnie tak naprawdę komiksowa ikonka i nie zwracałem nawet uwagi na średnie oceny. Postanowiłem osobiście przekonać się, z czym się je owy tytuł.

Tonight We Riot to indycza gra akcji stworzona przez małe studyjko Pixel Pushers Union 512. Jest to ich pierwsza gra, która stawia spory nacisk na walkę z chorym systemem. Podwaliny fabularne mówią same za siebie – nie wybaczająca błędów, dystopijna przyszłość, w której bezprawie i korupcja rządzą bezbronnymi obywatelami. Na szczęście ktoś miał dość tego, i lawina ruszyła. Z racji tego, że jest to gra wręcz napisana na kolanie, skupię się tylko na samej mechanice, jakoś mocno nie zagłębiając się w rozgrywkę, gdyż ta jest … baaardzo mocno powtarzalna. 

Gracz wciela się bowiem w niosącego proporzec walki z systemem, zwykłego obywatela. Nasze zadanie jest proste i mocno skomplikowane zarazem. Musimy tak nawigować podległymi nam bojówkami by te zdobyły cele danej misji. A mam na myśli pokonanie ciemiężycieli, likwidacja skorumpowanych jednostek prewencji oraz zajmowanie budynków i wykurzanie z stamtąd biurokratycznych świń. Brzmi łatwo? Bo łatwo wcale nie jest.

To głównie zasługa fortyfikacji na ulicach miast oraz mocno opancerzonych bojówek. Podczas pobytu na mapie, wielokrotnie natkniemy się na narzędzia do walki – cegłówki do rzucania, koktajle mołotowa czy klucze hydrauliczne do rozbijania głów w imię rewolucji. Mechanika poruszania się oraz wydawania rozkazom, naszym podopiecznym, przypomina nieco rozgrywkę z Sea Salt, ale jest nieco bardziej złożona. Podczas wykonywania zadań skupiających się głównie za oczyszczaniu i zajmowaniu nowych miejsc na planszy, odblokowujemy dostęp do nowych postaci, broni a także towarzyszy którzy nie raz uratują nam skórę w trudnej sytuacji.

Tytuł posiada pixelartową otoczkę graficzną i niezłą, wpadającą w ucho ścieżkę dźwiękową. Gra jest przykładem bardzo absurdalnej rozgrywki, ujawniając podczas zabawy wiele odwołań do naszej popkultury ale również nawiązując do wielu sytuacji politycznych. Podczas kilku ważniejszych potyczek, przyjdzie nam zmierzyć się z silnymi przeciwnikami – a’ka boss, którzy niejednokrotnie skojarzą nam się z kilkoma gburowatymi jegomościami 🙂

Mimo iż z grą spędziłem fajny czas, nie jest to tytuł, który będziemy przechodzić kilka godzin. Jak na moje oko, niezbyt zmęczoną klawiaturę i zegarek na ścianie – wystarczyły 3 godzinki by przejść kampanię fabularną. Twórcy nie pokwapili się na dużą ilość plansz, a rozpracowywując system walki, szybko rozegramy pozostałe rozdziały. Tytuł mimo bycia całkiem udanym indykiem, kosztuje dość sporo, gdyż jego cena klaruje się w okolicach ~53,99 zł, co według mnie jest ceną zaporową. Obecnie gra wylądowała na Steam oraz w sklepie GOG, który zawsze polecam z uwagi na brak bezsensownego DRM 🙂 Czy kupić? Hmm, ciężkie pytanie. Może inaczej – poczekać jak stanieje i kupić. Zagrać, przemyśleć i wyjść na ulice. Pandemia powinna już minąć 🙂 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *