Sin Slayers – recenzja z przymrużeniem oka

Niedawno na rynku pojawiła się nowa gra, niszowego studia Goonswarm Games. Twórcy znani bardziej z niskich lotów platformówek, postanowili wydać swoją produkcję łącząc najbardziej zachwalane gatunki i mechaniki. Tak właśnie powstało turowe, indycze RPG bardzo przypominające dobrze nam znanego Darkest Dungeon.

Na rynku gier elektronicznych pojawiło się mnóstwo podobnych gier, a wiele jest ciągle w produkcji, lecz tytułowy Sin Slayers prócz klasycznej oprawy audiowizualnej wprowadza coś jeszcze – element grzechu 🙂

Otoczka kampanii fabularnej opowiada nam o przygodach zaprawionego w bojach wojownika, który podczas krucjaty przeciwko złu utracił całą swoją kompanię. Słysząc w zaroślach odgłosy zażartej walki, ruszył dopełnić swojego przeznaczenia. Tak spotkał dwójkę pozostałych przy życiu postaci – łucznika oraz kapłana z którymi, zważając na liczebniejszą grupę wrogów – postanowił schronić się w pobliskim klasztorze.

Na miejscu spotkał on tajemniczego starca, który opowiedział bohaterom o straszliwym złu, które nawiedziło tę jakże piękną onegdaj krainę. Z rozmowy dowiadujemy się, że lokację opanowały krwiożercze demony a na nich czele stoją Władcy Grzechu. Biorąc pod uwagę zróżnicowanie klas postaci, umiejętności oraz słowo boże na ustach, ruszamy naszymi bohaterami do walki ze złem.

Rozgrywka opiera się na tych samych zasadach co w przypadku podobnych gier o charakterze turowym. Dowodzimy w nim zespołem złożonym z trzech bohaterów, ale w trakcie zabawy, zdobędziemy także inne postacie, oferujące większy wachlarz umiejętności. Początkowo jednak walka będzie dla nas bardzo wymagająca i może mocno przerosnąć nieprzygotowanego gracza swoim poziomem trudności. Twórcy przewidzieli ten fakt i specjalnie podnieśli poziom walk, by te sprawiały więcej frajdy swoją trudnością i powodowały większe zadowolenie po wygranej batalii.

Pierwsze, na co zwrócimy uwagę w grze to system poruszania się drużyny. Świat został przedstawiony jako wielka kwadratowa lokacja, podzielona na ścieżki. Te zostały usłane wszelakim szkaradztwem do zgładzenia oraz wieloma przedmiotami do zebrania. Niestety, ale ingerowanie w tajemnicze skrzynie lub pałaszowanie grobów w celu znalezienia lepszego ekwipunku skutkuje zapełnianiem paska grzechu. Ten po dobrnięciu do określonej wartości, powoduje, że naszymi bohaterami zaczną się interesować silniejsze poczwary, co skutkować będzie trudniejszymi pojedynkami oraz szybszym zgonem naszych podwładnych.

Nasze postacie zbierają doświadczenie, które pozwoli im zyskiwać lepsze statystyki oraz dostęp do unikalnych umiejętności, ale jak to zwykle bywa łapanie dużych paczek doświadczenia wcale łatwe tu nie jest. Dopiero po pokonaniu kilkunastu zastępów przeciwników, mamy szansę na konkretny wzrost doświadczenia. Po odblokowaniu większej ilości postaci oraz uratowaniu mieszkańców zyskujemy dostęp do kowala, lepszego wyposażenia czy zakupu mikstur leczniczych.

Muszę przyznać, że Sin Slayers zrobiło na mnie niemałe wrażenie, choć w wiele podobnych wizualnie gierek już grałem. Ten Indyk skąpany w Dark Fantasy obecnie skierowany jest tylko na rynek komputerów osobistych na platformie Steam oraz GOG gdzie zakupimy go za około 60 zł. Cena nie jest wygórowana jak poziom trudności, które Sin Slayers reprezentuje 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *