Samotne banany emanują wrażliwością…

Zaledwie dwa tygodnie temu swoją światową premierę miała pierwsza gra, niezależnego studia DeadToast Entertainment. Nie ukrywam, że od momentu pojawienia się pierwszych przecieków oraz ukazania fragmentu rozgrywki z wczesnej wersji gry, zostałem mocno oczarowany tytułem pełnym strzelania, elementów platformowych oraz znanego nam wszystkim, „matrixowego” slow motion.

Patrząc na grę My Fiend Pedro: Blood Bullets Bananas, możemy zauważyć świetny miks dynamicznej platformówki zmieszanej klimatem rozróby, niczym z filmów Johna Woo. Otrzymujemy w niej zupę wielu tytułów growych, m.in. mechanikę Shadow Complex, dynamikę i akcję rodem wyjętą z „max paynowego” Stranglehold oraz wiele elementów humorystyczno-logicznych, które mocno namnożyły się w naszej popkulturze. Z wielkim zainteresowaniem śledziłem tego Indyka, mając nadzieję, że w dniu premiery zaprezentuje on coś więcej niż tylko prostą i oklepaną do granic możliwości, mechanikę. Lecz szybko okazało się, że przecież ona, budzi u graczy największe zainteresowanie!

W grze wcielamy się w tajemniczą postać, skrywającą swoją twarz pod czarną maską. Ta, będąca zbudzona przez wrażliwego banana, postanawia ulżyć mu w cierpieniach i wybić w pień, masę pałętających się po mieście bandziorów. Można by powiedzieć, że nasz owocowy przyjaciel pełni rolę mentalnego towarzysza, który od czasu do czasu pojawia się przed nami, racząc nas dobrym słowem lub wprowadzając istnie humorystyczną sytuację. Mamieni jego słowami, stajemy się potężnym narzędziem eksterminacji, napotkanych na swej drodze oponentów.

Mechanicznie mamy tutaj do czynienia z grą platformową osadzoną w technice 2.5D, w której to nasz bohater wciąż brnie w jednym, nakreślonym przez twórców kierunku. Elementy gry platformowej są nam już dobrze znane, więc prócz klasycznego biegu, skoków czy kucania, połączonego z bieganiem, nie zostaniemy uraczeni innymi ewolucjami… no chyba, że skupimy się na walce. Trzonem My Friend Pedro jest właśnie widowiskowa eksterminacja przeciwników, którą możemy wywołać poprzez przemyślaną (lub nie) ewolucję w powietrzu. Największym atutem naszej postaci jest możliwość krótkotrwałego spowolnienia czasu, dającego nam możliwość efektywnego i efektownego, rozprawienia się z oponentami.

Na początku nasza postać dzierży zwykły pistolet, który szybko okazuje się wystarczającą bronią na większość spotkanych na swej drodze przeciwników. Podczas przechodzenia dalszych lokacji, w nasze ręce trafiają coraz to potężniejsze pukawki – pistolet maszynowy, karabin, strzelba czy karabin snajperski, który swą potężną penetracją pomoże nam szybciej rozprawić się z przeciwnościami losu. Należy jednak pamiętać, że każda z nich posiada dobre, jak i złe strony użytkowania, przez co będziemy zmuszeni co jakiś czas zmieniać taktykę podczas walki.

W trakcie widowiskowych działań wielokrotnie przyjdzie nam przyjmować na siebie grad kul przeciwników. Twórcy oddali nam możliwość ich unikania, poprzez dynamiczny obrót oraz przewrotkę, które w połączeniu ze spowolnionym czasem, potrafią rozsiać niezłe zamieszanie w szeregach przeciwnika. Do tego wszystkiego dochodzą niektóre elementy otoczenia, podatne na zniszczenie – takie jak skrzynki, czy zabite dechami przejścia oraz zaznaczone na czerwono kanistry z benzyną, które w palący sposób, przyczynią się do uszczuplenia szeregów naszych oponentów. Gdzieniegdzie na mapie znajdziemy również deskorolkę, którą przemierzymy znaczną część mapy, gdzie posłuży ona nam jako szybszy środek transportu oraz broń, gdyż w przypadku walki bezpośredniej nasza postać może coś lub kogoś kopnąć. W takim wypadku możemy odwrócić uwagę naszego adwersarza, kopiąc w jego stronę leżący na podłodze przedmiot lub… pozostałości po jego koledze 🙂 PS: Szukajcie patelni!

My Friend Pedro to również dynamiczna gra logiczno-platformowa, w której na naszej drodze-prócz zastępów coraz to potężniejszych i lepiej wyposażonych przeciwników, pojawią się różnorakie przeszkody. Do takich momentów został wprowadzony właśnie element logiczny, w którym będziemy musieli wielokrotnie przemyśleć nasze przyszłe zagrania. Mam na myśli zapadnie, wiązki elektryczne czy tyrolki, które wpadają bezpośrednio w „gniazdko” naszego kochanego mięsa armatniego. Przemyślana taktyka, wybór odpowiedniego oręża oraz rozpoznanie terenu, to kluczowe elementy, by zmasakrować przeciwności losu bez zbędnego uszczerbku na zdrowiu. Gdyż jak to bywa w normalnym życiu – liczą się tylko punkty!

Jeżeli już o nich mowa, to nie ma co ukrywać, że My Friend Pedro został stworzony, by móc rywalizować w trudnych wzmaganiach nabijania coraz to wyższych punktacji podczas przechodzenia poziomów. To iście Arcade’owe podejście, wymusza na nas czynnik wbijania coraz to większej punktacji przez przemyślane ewolucje, wyjście z opresji bez poniesionych strat w pasku zdrowia czy śmierci (która i tak cofa akcję lekko do tyłu), dokładną eksterminację pozostawionych na planszy przeciwników oraz ukończenie jej w najlepszym czasie. Od tych czynników bowiem zależy ostateczna ocena, mieszcząca się w kwalifikacji C / B / A. Miłym gestem ze strony twórców jest możliwość zapisania na komputerze animacji w postaci GIF’a, z najbardziej zajadłego zdarzenia podczas gry. I choć bardzo spodobała mi się taka możliwość, to muszę przyznać, że wybór tych akcji ma podłoże czysto losowe… szkoda.

Prócz urokliwej i bardzo przystępnej otoczki wizualnej, pierwsze skrzypce moim sercu gra fenomenalna ścieżka dźwiękowa. Te czyste elektro-bity, iście wchodzące w dark synth pop przypominają mi koncerty Perturbator’a na żywo. Podczas przechodzenia wymyślnych poziomów, wielokrotnie wgłębiamy się w genialne pokłady muzyczne, stworzone, by nadać naszym wyczynom, epickich rozmiarów. Nie ukrywam, że czekam również na pełnoprawny soundtrack z gry 🙂

Ta urocza platformówka z elementami dynamicznych starć w spowolnionym czasie jest idealnym przykładem gry na odstresowanie dniem codziennym. Nic tak chyba nie poluzowuje, jak powrót do domu z 8 godzin sterczenia w pracy i wkroczenie do cyfrowej otchłani przestępczego półświatka, w jednym tylko celu – wspaniałej zabawy. Muszę z całą stanowczością stwierdzić, iż My Friend Pedro jest świetnym przykładem udanego Indyka, który nie tylko poluzuje nasze przemęczone układy scalone, ale również dostarczy nam masę dobrej zabawy. Boli tylko czas, w którym zakończymy wątek główny naszej przygody, czyli po około 5 godzinach zabawy. Można sztucznie wydłużyć ten czas, angażując się nieco bardziej we wcześniejszych poziomach i masterując zdobyte punkty do maksimum, zapisując się przy okazji na wyższej pozycji w światowym rankingu gry.

Czy warto więc zagrać w kolejną produkcję, wychodzącą z epickiego wydawnictwa Devolver Digital? Moim zdaniem bez dwóch zdań – TAK! Tym bardziej że jej cena nie poraża i plasuje się w granicach 61,19 zł (zniżka -15%) na Steam, jak i moim ulubionym GOG. A niezdecydowanym mogę tylko polecić fenomenalną zajawkę!

PS:
– Jak bronić się przed człowiekiem uzbrojonym w banana?!
– To całkiem proste! Najpierw zmuszamy przeciwnika, żeby wypuścił banana, następnie zjadamy banana i w ten sposób rozbrajamy napastnika! Jest już zdany na naszą łaskę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *