Pyrkon 2019 – relacja z II i III dnia fantastycznego wydarzenia

Pobudka na imprezie takiego formatu jak Pyrkon jest niesamowitym odczuciem. Gorzej, jeśli znajomi, którzy w ostatnim rzucie na wolne miejsca trafili w lokalizacyjną dziesiątkę, centralnie ustawioną pod wielkimi nawietrznikami w hali. Pół biedy, że późnym wieczorem zostały one uruchomione celem wymieszania powietrza na świeższe, ale opcja ciągle włączonego światła na naszej połowie to mocne nieporozumienie. Ale cel przyświeca środkom, więc zabrany z domu koc rozwiązał oba przypadki naruszeń mego dobrego snu.

Zgrabne podejście do tematu rozpoczęcia dnia na Pyrkonie to taka walka o ogień, gdzie trzeba się nastawić na otwarcie większości atrakcji, dopiero od godziny 10. W międzyczasie warto zbudzić się nieco wcześniej by mieć większą szansę na dopchanie się do często obleganych łazienek czy postawionych przez organizatorów, pryszniców. Jeśli ktoś nie ma ochoty się myć — rozumiemy priorytety — zawsze może się przejść parę hal dalej by natrafić na czyste i ładnie pachnące toalety z dużymi umywalkami. Często w godzinach porannych idzie tam spotkać pielęgnujących paszki, bródki i oczodoły mężczyzn, mam nadzieję, że podobnie jest też po drugiej stronie u dziewczyn. Po ogarnięciu się od strony technicznej przyszła pora na załagodzenie objawów przegłodzenia nocą, gdyż w tym wypadku jest już trudniej.

Z racji tego, że pierwsze gastro na festiwalu, startuje dopiero w okolicach godziny 9, ranne ptaszki mają duży problem z oczekiwaniem. By temu zapobiec na szczęście daleko szukać nie trzeba – 5 minut spacerkiem od targów jest dworzec PKS/PKP Poznań Centralny, gdzie od 8 otwiera się McDonalds a na górze można zrobić zakupy w Biedronce. Sam z resztą tak robiłem — bułeczka i jogurt na śniadanie, bo wieczorem miało się dziać … ale o tym potem. Problem gastronomii na Pyrkonie jest taki, że choć mi cena 22 zł za średniej wielkości tosta nie robi różnicy, to są takie osoby, które wolą wyjść poza teren i kupić za tą kwotę 2 lub 3 tosty w okolicznych barach mlecznych.

Oblegane Centrum Kongresowe

Tak to już jest na tego typu imprezach, że największą popularnością cieszą się spotkania z zaproszonymi gośćmi. Na liście tegorocznych nie znalazłem ważnego dla mnie gościa, więc nie miałem większego parcia, by stawać w kolejce po autografy. Sytuacja ta zmieniła się, gdy natrafiłem na malutką kolejkę poranną po autograf Christophera Judge, znanego fanom serialu Gwiezdne Wrota jako Teal’c. Cel był prosty — zdobyć autograf dla Pangrysa (który palił w domu oskrzela) i choć w pewnym momencie musiałem opuścić kolejkę – umówiony wywiad – spotkaliśmy się ponownie w pressromie przy kawce 🙂 Dodatkowo w tym miejscu odbywały się przeróżne spotkania z twórcami i zaproszonymi gośćmi, którzy mogli liczyć na rzesze nadpływających co chwila fanów.

Podładowanie baterii w telefonie, szybkie wrzucenie wpisu z I dnia i pyszna kawa od Medialnego baristy… nadeszła pora na opuszczenie bloku dla mediów i wyruszenie na imprezę. Swoją przygodę rozpocząłem od pawilonów wystawienniczych, połączonych nadziemną kładką z centrum kongresowym. Na miejscu mogłem ponownie spotkać się z zaprzyjaźnionymi inicjatywami, które co rok oblegają tamtejsze tereny. Hala wystawiennicza została podzielona na 4 okręgi, wśród których znalazło się miejsce na wioski tematyczne, sferę inicjatyw społecznych, warsztaty a ostatnia z sal oferowała miejsce na rozgrywki w gry planszowe.

Moją uwagę przykuły stanowiska zaprzyjaźnionych frakcji / grup społecznych, organizujących co roku festiwale fantastyczne oraz konwenty tematyczne. Wśród nich znalazł się Opolcon, Orkon, a nawet Kapitularz, na którym postaram się w tym roku pojawić i zdać relację. Spotkałem na nim swoją przyjaciółkę poznaną na Woodstocku kilka lat wstecz, która dopiero pod koniec 3 dnia zaprezentowała unikalny w skali Pyrkonu cosplay z prawdziwym ratownikiem medycznym. Aż dziw bierze, że nie zajęła I pozycji w konkursie na najlepszy strój 🙂

Na miejscu zgromadziłem też troszkę informacji o tegorocznym wydarzeniu i wstępnych atrakcjach czekających na przybyłych gości. Urządziłem sobie pogawędkę ze wspierającą Łódzki konwent grupą Love2Craft, która przybliżyła mi swój całkiem interesujący biznes-plan dotyczący produkcji figurek do własnych gier planszowych. Fajna inicjatywa i warta uwagi 🙂 Poza tym na stoisku mogłem poświęcić nieco czasu i porozmawiać o procesie wytwarzania figurek z żywicy przez drukarkę 3D od powstania pomysłu po ostateczną realizację.

Stamtąd udałem się do Kantyny z Gwiezdnych Wojen, gdzie znajome mi twarze pozowały do zdjęć i umożliwiały zwiedzającym wcielenie się w swoją ulubioną postać z gwiezdnego uniwersum. Następnie nadszedł czas na spacerek po wystawcach. I tu muszę pochwalić twórców stoisk za ciekawe pomysły i całkiem zgrabną organizację, gdyż można było znaleźć miejsce z kursem kaligrafii dla początkujących, mini pracownię krawiecko-elektroniczną otwartą dla każdego zainteresowanego, kurs rękodzielniczy, możliwość własnoręcznego pomalowania figurek z gier fabularnych oraz wiele temu podobnych, tematycznych perełek.

Pawilon 6 to miejsce w którym grałem w grę

Od kilku lat na terenie Pyrkonu można też znaleźć miejsce skierowane dla niedzielnych oraz tych bardziej zaangażowanych graczy komputerowo-konsolowych. Tym razem na średniej wielkości sali można było gołym okiem dostrzec 3 główne marki, które rozłożyły się ze swoim inwentarzem. Nintendo zachwalało swoje stanowisko, wieloma konsolami Switch oraz grami dla najmłodszych i nieco starszych odbiorców, dalej można było zagrać w Fortnite lub zagrać na komputerach dla graczy w strefie CoolerMaster. Perełką na torcie były jednak pomniejsze stanowiska, nieco stłamszone przez bogatszych wystawców.

Mam na myśli strefę retro z wielkogabarytowymi monitorami CRT oraz wirtualne stanowiska do VR. Nie mogło zabraknąć też stanowiska jednego z partnerów Pyrkonu — RedBull — na którym mogliśmy wcielić się w bociana i w VR przelecieć jak najdłuższą odległość tuż po wystartowaniu. Dla mnie jednak najważniejsze były 4 stanowiska komputerowe, umiejscowione w najciemniejszej części sali, w których wystawiła się grupa Blue Sunset Games, która przyjechała na Pyrkon z grą Franko 2, która rzecz jasna wciąż znajduje się w baaaaaardzo wczesnej fazie beta — jak dla mnie nie ma już o co walczyć.

Pawilon wszystkiego

Tuż pod koniec zwiedzania natrafiłem na przepotężną halę (pawilon 5) w którym każdy Geek, maniak planszówek, Sheldon komiksów czy uzależniony od rękodzieła mógł znaleźć coś dla siebie. I tak jak dwa lata temu byłem wręcz oczarowany ilością produktów, które co rusz wpadały mi do koszyka wraz z natychmiastową utratą gotówki, tak w tym roku przeraziła mnie ilość uczestników z dnia drugiego.

Zwiedzających było pełno, co mnie wręcz zmiażdżyło. Nie dość, że ciężko było się dostać na interesujące stanowiska to porażająca część stojących i dumających na boku, tworzyła sztuczne kolejki. W jednej z nich stałem by zapłacić za koszulkę, po czym zorientowałem się, że stoję nie w tej co trzeba. Ale należy puścić to w niepamięć, gdyż tak duża ilość zwiedzających nadaje tej imprezie całkiem innego znaczenia. Wśród tłumu można było zauważyć wiele przebranych postaci z uniwersum anime, bajek, gier komputerowych oraz filmów, co rusz obleganych przez fotografów i żądnych selfiaczka, fanów. Ja sobie takie sesje darowałem, gdyż byłem mocno zalatany i brakło mi czasu, co nie oznacza, że w zbiorach czegoś zabrakło.

Szperając między stoiskami, natrafiłem na całkiem interesującą grę planszową Ravehard, która od razu przykuła moje oko. Otóż ekipka z Redi Games, znana m.in z produkcji gier mobilnych, postanowiła stworzyć kolejną — po Penny Dreadfun, grę karcianą. Nie myśląc za wiele, postanowiłem pogadać z gwardią stoiskową i dowiedzieć się wiele o pomyśle, produkcji oraz podstaw gry. Bardzo spodobała mi się ich inicjatywa, która za obecnie kończy zbiórkę na wspieram.to – warto wspomóc projekt, gdyż tytuł wart jest wparcia 🙂 Nie mogło zabraknąć konkursu, w którym udało mi się wygrać fajną koszulkę z Sebą na monocyklu — jak gra zostanie ufundowana i do mnie dotrze — zrobię recenzję na blogu!

Wieczorna kooperacja

Na Poznańskim rynku – będąc na oparach czeskiej knajpki Pyšna Chałupa, spotkałem się z kolegą Ufolec – z danej gwardii Gamikaze.pl który pełen zapału i zachwytu pokazał mi gry, jakie niedawno zakupił. Moja nostalgia wywołana Kangurkiem Kao szybko została zmieciona z powierzchni ziemi przy złapaniu w rękę PC’towej wersji Hells Kitchen … ale crap! Tu po wieczornej eskapadzie na rynku, nadszedł czas powrotu. Jak się okazało, godzina 23 sprzyja Pyrkonowi, gdyż na tamtejszej wiosce gastronomiczno-piwnej impreza trwała do samiutkiego rana. Z bulwarów lał się tamtejszy browar GZUB, z którym od razu się polubiliśmy 🙂 tak tak, barman szop!

Ostatnią noc na Pyrkonie spędziłem walcząc z bezsennością, zapisując notatki w zabranym Chromebooku i kończąc ostatnią partię gry planszowej. Muszę przyznać, iż imprezę uznaję za udaną, mimo małego spadku zainteresowaniem gier planszowych z mojej strony. Z drugiej jednak postanowiłem postawić na młodsze pokolenie, które w tym roku gościło moją ekipkę i dzięki nim otrzymaliśmy właśnie te “specjalne miejsca”. Mam na myśli młodzików z Gry bez prądu z mojej miejscowości, które zjawiły się na Pyrkonie nie tylko dla zabawy, ale również w sferze załatwiania kontaktów, zniżek oraz własnej inicjatywy, za którą walczą każdego dnia.

Kapitularz – pożyczam i do zobaczenia w Łodzi 🙂

Kończąc moje wrażenia z Pyrkonu 2019, śmiem zaprosić was do przeglądnięcia pozostałej galerii, zrobionych na imprezie Nokią 7 Plus, gdyż jak się okazało — na kilka dni przed rozpoczęciem imprezy — obiecany aparat Sony … gdzieś wsiąkł. Jak widać, fotografia mobilna wciąż ma się dobrze 🙂 Do następnego razu!

GALERIA

PS: Gorąco dziękuję organizatorom Pyrkonu 2019 za otrzymaną akredytację medialną!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *