Planet Alpha — platformówka Sci-fi jakich mało!

Informację o nowej grze wydawnictwa Team17, przeczytałem na łamach portalu ppe.pl jakoś pod koniec zeszłego roku. Wtedy jeszcze nie wiązałem z nią planów rozrywkowych, tym bardziej że przedstawiona tematyka w ogóle mi się nie podobała. Jakoś nie potrafię się skupić na grach platformowych, opierających się na opowieści i wolniutkim odkrywaniu fabuły. Tu akurat potrzebowałem czasu.

Na grę Planet Alpha studia o tym samym tytule, natrafiłem przez przypadek, przeczesując bibliotekę gier na platformie GOG. Z racji tego, iż gra miała swoją premierę w zeszłym roku, a od tego czasu czytałem wiele pozytywnych opinii o tytule, zdecydowałem się przeboleć i spróbować samemu czy owa gra w ogóle mi podpasuje. Było ciężko, ale jakoś wybrnąłem z nudnego prologu. Okazało się, że granie na słuchawkach w tę grę to po prostu najlepszy wybór!

Od czasu swojej premiery, Planet Alpha ukazała się na komputerach osobistych, konsolach od Sony i Microfoftu oraz na Nintendo Switch. Kampania fabularna wrzuca nas od razu w tajemnicze bajoro, z którego sami, o własnych siłach musimy się wydostać. Ot poznajemy naszego bohatera – skąpo odzianą postać owiniętą szalikiem na udach i pod szyją, na której opiera się przeźroczysta bańka. Od razu rodzi się skojarzenie nędznego skafandra z podajnikiem tlenu, rodem wyjętym z filmów fantastyki naukowej lat ‘70. Nasza postać przemierza bardzo tajemniczą planetę, nie wiedząc nawet jakim cudem na nią trafiła.

Po załapaniu prostych komend poruszania się postacią uczestniczymy w prologu, w którym u progu śmierci naszego protagonisty, zostajemy uratowani i przyodziani w pełny strój przez niewiadome siły. Posiadając kompletne wyposażenie, wyruszamy w świat w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania o swoje pochodzenie, jak się na tej planecie znaleźliśmy oraz kim tak naprawdę jest nasz bohater w tej jakże dziwnej grze toczonej przez los.

Jak się szybko okazuje nasz bohater prócz zwykłego poruszania się, skradania oraz skoków, ma unikalną umiejętność cofania oraz napędzania do przodu, czasu. Możemy w ten sposób cofnąć jakąś rzecz o setki lat do tyłu lub wywrzeć na niej stopniowe parcie czasu w przyszłość. Używanie tej umiejętności wiele razy pozwoli nam rozwikłać zawiłe zagadki, choć w moim odczuciu moc naszego bohatera została mocno niewykorzystana. Dzieje się tak, gdyż możemy z niej korzystać w większości sytuacji podczas samego i tylko tego – rozwikłania zagadek. Podczas prostej zabawy, jaką jest eksploracja, zajmować się będziemy samym poruszaniem postacią cały czas do przodu. Szkoda.

Sam świat przedstawiony w grze sprawia bardzo tajemnicze wrażenie. Z jednej strony na pierwszym planie dominują kosmiczne rośliny, dziwne kształty skał oraz fauna wyjęta wręcz z kosmicznych opowiadań. Z drugiej natomiast dominuje niesamowite tło, skąpane we wszystkich barwach wszechświata, ukazując nam niezbadane rejony kosmosu oraz nieodkryte jeszcze gatunki inteligentnego życia. Takie odkrywanie świata daje nam masę frajdy, gdyż na każdym kroku spotykamy jakąś nową istotę, która w jakiś unikalny dla poziomu sposób, komunikuje się z naszym bohaterem. Czasami są to sytuacje werbalne a kiedy indziej zwrócą na nas uwagę w nieco inny sposób.

W moim przypadku początkowo skupiłem się na grze jako symulatorze parcia w prawą stronę. Wielokrotnie uczony już takimi Indykami, starałem się iść na przekór twórcom, zahaczając ze swoją przygodą w lewą odnogę ekranu, ale niestety nie spotkałem się ani z nagrodą za swój trud, najczęściej ginąc z rąk nieprzychylnych kosmitów lub niczego nie znajdując. A szkoda, gdyż w platformówkach tego typu wielokrotnie mamy możliwość znalezienia czegoś tajemniczego, skrzętnie ukrytego przez samych twórców, ale nie tu.

Przez pierwsze 20 minut bawiłem się na klawiaturze, kompletnie nie rozumiejąc czemu twórcy zastosowali tak debilne sterowanie domyślne. Idąc z parze z rozumem, szybko przesiadłem się na pada do PC, by przekonać się, że platformówki tego typu świetnie rozgrywa się właśnie na takim kontrolerze, zresztą podobnie miałem przy Cuphead. Igrając z losem na kosmicznych planetach, brakowało mi czegoś jeszcze – dobrych głośników. Moje komputerowe 2.0 fajnie się spisują w dynamicznych grach nastawionych na akcję, ale w platformówkach nastawionych na poznawanie historii, już nie. Dopiero przesiadka na słuchawki w standardzie 5.1 zmieniły wszystko!

Z krawędzi ekranu wylewały się drobne odgłosy natury, także tej martwej okraszonej tajemniczymi pojękiwaniami. Do tego dochodziły drobne, ale również te bardzo wyraziste głosy agresywnych agresorów napadających na planetę, a przede wszystkim ścieżka muzyczna, która dobitnie budowała klimat rozgrywki.

Tak jak wspominałem na początku, nie jestem fanem tego typu platformówek. Dla Planet Alpha zrobiłem wyjątek i bawiłem się nawet nieźle, gdyby nie dość krótki czas oddany na zabawę. W momencie dobrego wkręcenia się w rozgrywkę mija 6 godzin zabawy i przed naszymi oczyma pojawiają się napisy końcowe. Nie lubię takich zagrywek, gdyż ukazuje to jedną z dwóch przyczyn – albo mało czasu na wykończenie gry, albo przerwanie w najlepszym momencie, bo twórcy nie mieli już pomysłu … Mnie się udało nawet wkręcić a jak wy nie mieliście jeszcze przyjemności zagrać to polecę. Ja grałem w wersję standardową ze sklepu GOG, choć można też wyrwać tę rozszerzoną z fenomenalną ścieżką dźwiękową oraz artbookiem z gry 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *