OnePlus 7T Pro 8/256 — najlepszy stosunek ceny do jakości! [Recenzja po miesiącu użytkowania]

Wybór odpowiedniego smartfona to w dzisiejszych czasach spory problem. Producenci starają się ze wszelkich sił, by zdobyć klienta, zawalając rynek urządzeniami z podobnymi lub bardzo do siebie zbliżonymi specyfikacjami. Osobiście nigdy nie celowałem w półkę premium, skupiając swą uwagę na średnim segmencie cenowym, ale i to zmieniło się jakiś czas temu. Po dynamicznym przejściu z urządzeń Samsunga na Motorolę, moją uwagę przykuła Nokia 7 Plus spod znaku HMD Global. Zawsze ceniłem czysty system Android, a marka dość dobrze żonglowała specyfikacją i możliwościami swoich urządzeń. Potem coś mnie podkusiło, by przejść na flagowca Samsung Galaxy S10 Plus. Kuszony pełnymi możliwościami urządzenia, dość szybko się z nim rozstałem. Winowajcą był krótki czas pracy na baterii oraz taka sobie nakładka, która od czasu S8 przeszła fenomenalny lifting, ale na dłuższą metę nie trafiała w ogóle w moje gusta. 

Z flagowca przeniosłem się na nową Nokię 7.2, która miała być unowocześnioną wersją 7 Plus. Przyznam szczerze, że dawno nie byłem tak cięty na zakup smartfona. Mimo iż za ~1300 zł otrzymywaliśmy urządzenie szybkie i w miarę wydajne, to po kilku miesiącach użytkowania wiedziałem jedno = Nokia od HMD Global strasznie się zepsuła i nie ma sensu już w nią inwestować. Czemu? Cena, powtarzalność specyfikacji, coraz brzydszy wygląd, Android One z opóźnieniami. Gdy zaczęły się pierwsze z nią problemy, zacząłem usilnie poszukiwać zamiennika. Wybór padł na serię OnePlus, gdyż urządzenia tej marki oprócz posiadania świetnego stosunku ceny do jakości, oferowały lekko zmodyfikowanego czystego Androida z topowym procesorem. Korzystając z promocyjnej oferty pewnego sklepu, zakupiłem OnePlus 7T Pro który od ponad miesiąca jest moim prywatnym telefonem do pracy, zabawy i wszelkiej rozrywki. 

Zestaw premium

Urządzenie zakupiłem skuszony wydajnym procesorem, błyskawicznym ładowaniem oraz wspomnianą nakładką systemową, mocno nieingerującą w wygląd czystego Androida. Nie ukrywam, że chciałbym by OnePlus 7T Pro pobył ze mną nieco dłużej gdyż nie mam zamiaru co chwila zmieniać telefonu. Otrzymany zestaw zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Nie spodziewałem się, że kupując telefon za ~2600 zł otrzymam tak bogaty zestaw powitalny. Producent dorzucił do pudełka szybką ładowarkę sieciową wraz z dedykowanym kablem ładującym USB-C, słuchawki douszne na USB-C oraz silikonowe etui. Nie mogło zabraknąć kluczyka do tacki na karty SIM oraz bogatej papierologii producenta wraz z naklejkami logo marki. 

Pierwszym co zrobiłem, jeszcze podczas składania zamówienia to zakup plecków marki Spigen. Raz, że jestem do nich przyzwyczajony a dwa – silikonowe plecki zawsze będzie się nieprzyjemnie trzymać w gorące dni. A tak otrzymuję świetnie spasowaną obudowę, idealnie odprowadzającą ciepłą i ułatwiającą pewny chwyt. 

Samo urządzenie jest schludne i niestety dość śliskie. Materiały użyte podczas produkcji to aluminium i szkło. Specjalnie wybrałem ten model, gdyż opcja wysuwanej kamerki frontowej z obudowy i ukazanie użytkownikowi pełni wyświetlacza, moim zdaniem świetnie wpasowuje się w futurystyczny trend 2020 roku. Na pewno nie przekona mnie do tego wstrętny notch czy dziura w ekranie. OnePlus posiada zagięte na bokach krawędzie, które w delikatny sposób łączą się korpusem urządzenia. Te są spasowane idealnie, więc podczas trzymania telefonu w ręce nie uświadczymy nieprzyjemnej sytuacji nachodzenia na siebie krawędzi. 

Na froncie mamy do czynienia z 6,67-calowym ekranem QHD+ AMOLED, pokrytym szkłem Gorilla 6 generacji. Od nowości na ekranie jest naklejone szkło ochronne 3D Corning Gorilla Glass. W sumie cieszę się z takiej niespodzianki, gdyż kilka tygodni po zakupie telefon miał bliski kontakt z kluczami i na szczęście – ucierpiało samo szkło ochronne, a ekran wciąż jest doskonały. Na górnej krawędzi zainstalowano donośny głośnik.

Na górnej krawędzi urządzenia znajduje się wysuwana kamerka do selfie oraz mikrofon, a na dolnej – głośnik, mikrofon, port ładująco-przesyłowy USB-C, a także tacka na karty nanoSIM. Na lewej krawędzi znajduje się przycisk do sterowania głośnością a na prawej przycisk wygaszania / zasilania oraz suwak sterowania trybami dźwiękowymi. Muszę pochwalić producenta właśnie za ten suwak, który w przypadku użytkowania smartfona w pracy urzędowej staje się nad wyraz potrzebnym gadżetem. Pozwala on szybko zmienić ustawienia dźwiękowe na wibrację lub całkowite wyłączenie odgłosów i to bez jakiejkolwiek ingerencji z włączonym ekranem.

Na tylnej krawędzi znajduje się wysepka z trzema obiektywami, podwójną diodą doświetlającą oraz czujnikiem głębi. Mamy tutaj aparat główny, szerokokątny oraz macro do wykonywania ujęć z bardzo bliska. Wysepka minimalnie wystaje poza obręb obudowy, delikatnie wprawiając urządzenie w bujanie podczas spoczynku na powierzchni płaskiej, ale … od czego w końcu mamy pokrowiec.

Specyfikacja techniczna

  • Procesor – Qualcomm Snapdragon 855+
  • Układ graficzny – Adreno 640
  • RAM – 8 GB
  • Pamięć wbudowana – 256 GB / ok. 227 GB dla użytkownika
  • Ekran – 6,67 cali / AMOLED / QHD+ / 515 ppi
  • Szkło – 3D Corning Gorilla Glass
  • Optyka front – 16 Mpix f/2.0
  • Optyka tył – 48 Mpix f/1.6 (główny), 16 Mpix f/2.2 (szerokokątny) i 8 Mpix f/2.4 (macro)
  • Zoom – optyczny 3x (obiektyw główny) / cyfrowy 10x 
  • Łączność – LTE, Bluetooth, NFC, WiFi, GPS
  • Czytnik linii papilarnych – Tak / w ekranie
  • Gniazdo SIM – Tak / DualSIM
  • Akumulator – 4085 mAh / Warp Charge 30
  • Wymiary – 162,6 x 75,9 x 8,8 mm
  • Waga – 206 g

Mój wybór padł na wersję z 8 GB RAM i 256 GB pamięci wbudowanej gdyż oferuje najbardziej zrównoważoną specyfikację wydajnościową. Na rynku są też dostępne modele w wariantach 6/128 oraz 12/256GB (McLaren).

Bajeczne oprogramowanie

Z OxygenOS miałem dość krótkie obycie. Tyle ile udało mi się sprawdzić OnePlus 7 Pro kolegi z pobliskiego boksu, uświadomiło mi, że twórcy oprogramowania tak jak ja uwielbiają swoisty minimalizm i nienachalne ingerowanie w domyślny system operacyjny Google. Po pierwszym uruchomieniu OnePlus 7T Pro od razu z OxygenOS się polubiliśmy. Bardzo szybko przebrnąłem przez wstępną konfigurację, powiązałem konta synchronizacyjne i spersonalizowałem sprzęt pod własne preferencje. System operacyjny jest czytelny i nader intuicyjny, a zastosowanie odpowiednich gestów oraz rozwiązań nowego systemu, może bardzo ułatwić pracę. 

Pierwszym czego dokonałem w celu odpowiedniego spersonalizowania urządzenia, był wybór odpowiednich ikon aplikacji (Pixel), ustawienie domyślnego trybu ciemnego oraz automatyczne tryby optymalizacji baterii w taki sposób, by ta wystarczyła mi na dłużej. Jednym z kroków ku lepszej wydajności, była zmiana rozdzielczości z QHD+ na FullHD+. Potem instalacja odpowiedniego oprogramowania firm trzecich, które ma pomóc mi w pracy oraz dostarczyć odpowiedniej rozrywki. Po uporaniu się z programami mogłem przejść do konkretów – testów wydajnościowych!

Wydajność ponad normę!

W środku urządzenia producent wrzucił bardzo wydajny procesor Qualcomm Snapdragon 855+ który w połączeniu z 8 GB RAM pozwala wykręcić wysokie wyniki wydajnościowe. W teorii rzecz jasna osiągniemy na takim zestawie wysokie cyferki w rankingach smartfonowych, ale w końcu nie to jest najważniejsze podczas użytkowania. Zdecydowałem się nie wykonywać testów wydajnościowych na sucho, gdyż strasznie to okłamuje wyniki wyjściowe. W końcu właśnie po instalacji dodatkowego oprogramowania i dostrojenia urządzenia “pod siebie” korzystamy z właściwej wydajności. Na potrzeby recenzji, przeprowadziłem kilka testów wydajnościowych, by fanatycy cyferek mięli się czym karmić:

Wynik? Piekielnie szybka wręcz natychmiastowa reakcja. Podczas miesięcznych testów ani razu nie spotkałem się ze spadkiem wydajności podczas przeglądania materiałów w telefonie czy graniu w dość wymagające tytuły rozrywkowe. Dzięki wspomaganiu tzw. trybu gry OnePlus może nieco podbić wydajność, oferując w ten sposób jeszcze lepsze wrażenia z płynnego grania. Bardzo spodobała mi się opcja wplatania w grę, przeźroczystych powiadomień, które znacząco nie ingerowały w rozgrywkę i nie rozpraszały podczas gry. Producent oddał w moje ręce całkiem pokaźną ilość gestów, możliwość nagrywania ekranu czy wybudzenie / usypianie ekranu poprzez stukanie w niego palcem. 

Jedyne problematyczne zachowanie zaobserwowałem przy domyślnej przeglądarce Chrome (83.0.4103.106), która potrafi zaliczyć zwiechę przy 20 otwartych kartach, a także przy jednej aktywnej. Nie ma znaczenia czy przeglądamy przeładowaną reklamami stronę, czy sam tekst. Z tego, co wyczytałem na formach tematycznych – jest po prostu problem z samą przeglądarką, co akurat nie jest tajemnicą, że Google Chrome ma ewidentny problem z RAM’em. Po kilku dniach męczarni znalazłem lepsze rozwiązanie – przesiadka na Operę. Czynne blokowanie reklam, szybsze wczytywanie stron, VPN i minimalna zadyszka przy 34 otwartych kartach. Bierę!

Bajeczne multimedia

Jeśli już jesteśmy przy multimediach, trzeba co nieco napisać o audio. Głośniki grają bardzo dobrze, wydobywając wysokie, jak i niskie tony. Głośność maksymalna jest donośna, ale przy dwumetrowym akompaniamencie wody lejącej się z kranu do zlewu, możemy zauważyć małe braki. Co oczywiście nie przeszkadza w słuchaniu muzyki czy wywiadów ASP z Woodstocku. Zainstalowany mikrofon świetnie zbiera dźwięk, rozmówca słyszy nas wyraźnie a my jego – ogólnie w tej kwestii jest nad wyraz dobrze. Do zestawu producent dodał dedykowane słuchawki douszne na USB-C, gdyż w tym, jak i w poprzednim modelu, zrezygnowano z gniazda mini-jack 3,5 mm. Nie jestem zwolennikiem takich kroków, by zabierać i wymuszać przesiadkę na bezprzewody, ale od jakiegoś czasu jestem użytkownikiem Sony WH-1000XM3 więc stało się to dla mnie całkowicie obojętne. Słuchawki grają dobrze jak na model do 100 zł.

Urządzenie posiada dobrej klasy aparat frontowy, zwykle wykorzystywany do tzw. samojebek (selfie) oraz trzy aparaty główne – zwykły, szerokokątny i do makrofotografii. Wykonane tą optyką zdjęcia cechują się dobrym odwzorowaniem kolorów, mają wiele detali i są zadziwiająco ostre. Czasami mogą zdarzyć się drobne zaszumienia lub rozmazania kadru, ale w dużym stopniu zależą one od aplikacji aparatu. Ja zwykle korzystam z dedykowanej, ale również z Google Camera, która ma nieco więcej możliwości. Potem obrabiam najlepsze kadry w Snapseed. Na potrzeby recenzji skupiłem się na domyślnym oprogramowaniu aparatu. Poniżej prezentuję kilka fotografii podglądowych:

Jeśli natomiast przyjrzymy się możliwościom filmowym OnePlus 7T Pro to trzeba zaznaczyć iż model ten nagrywa natywnie w 4K w 30 ale i 60 klatkach na sekundę. Możliwe jest również nagrywanie w slow-motion w FullHD (240 klatek) oraz 720p (480 i 960 klatek), ale przy niższych wartościach rozdzielczości, ewidentnie maleje jakość wideo. Przy wybraniu tych najniższych, nie warto się nawet takimi filmikami chwalić – jakość obrazka porównywalna z mobilkami Sony. Do naszej dyspozycji oddano szereg trybów:

  • Portret
  • Scena Nocna
  • Pro (manualny)
  • Poklatkowy
  • Panorama
  • Slow-motion

Przy nagrywaniu wideo możemy przełączać się między FullHD i 4K w klatkarzu postawionym na 30 i 60 fps. Przy wyborze tych wyższych wartości możemy liczyć na dodatkową stabilizację cyfrową, która obcina nam około 5% kadru. Zresztą to i jak urządzenie zbiera audio, możemy zobaczyć na filmiku podglądowym:

Wydajne ogniwo

Producent zamontował w OnePlus 7T Pro ogniwo o pojemności 4085 mAh. Względem poprzedniej wersji to tylko 85 mAh, które w ogólnym rozrachunku i tak przekładają się na dodatkowe kilka minut pracy. Z czasu pracy na jednym ładowaniu jestem więcej niż zadowolony. Zwykłe użytkowanie telefonu powinno dać nam około 5 do 6 godzin pracy na jednym ładowaniu, ale i tak zwykle zależne jest to od preferencji użytkowania. W moim przypadku bywa różnie. Jeśli przyjmiemy, że dużo słucham muzyki bezrzewodowo, spędzam ze 2 godziny dziennie na Netflixie, trochę pogram i poprzeglądam internetu to z pełnego naładowania, następnego dnia rano czeka na mnie około 46% procent. Jeśli natomiast mocniej przycisnę urządzenie, wykorzystam je do nadzorowania lotów dronem, trochę pokręcę materiałów w 4K 60 klatek i skupię się na dłuższym graniu, to pod koniec dnia bateria może prosić o podładowanie. 

Ogólnie rzecz biorąc po odpowiednim skonfigurowaniu urządzenia i lekkim użytkowaniu co dnia, jestem w stanie uzyskać nawet do 4 dni działania, z naciskiem na bite 3 dni. Wynik taki uzyskam bez problemu, ujmując sobie rozgrywkę w dynamicznych pixelach i odchodząc od codziennych filmików po sieci. Muszę przyznać, że bateria jest nader wydajna a szybkie ładowanie sieciowe Warp Charge 30, uzupełni wbudowany akumulator w mniej niż 50 minut. Szkoda tylko, że zastosowanie innej, nawet szybszej ładowarki wydłuży ten czas o dodatkowe 30 minut … no cóż … biznes to biznes.

Podsumowując

Wspomniane problemy i niedopatrzenia poprzednich modeli, sprawiły, że musiałem zakupić nieco droższy, ale i wydajniejszy smartfon, który mam nadzieję starczy na dłużej. Wybór padł na OnePlus 7T Pro który akurat był w niezłej promocji. Model ten może pochwalić się nienagannymi podzespołami, sporym miejscem na dane oraz iście wyśmienitym wykonaniem. Producent dorzuca całkiem bogaty zestaw i mimo że zabrakło mi certyfikatu wodoszczelności i ładowania bezprzewodowego, to śmiem stwierdzić, że jest to najlepszy smartfon z którym miałem do tej pory styczność. 

Urządzenie to obecnie klaruje się na poziomie ~3300 zł* za opcję 8/256, ale możliwy jest również nieco tańszy zakup w opcji 6/128. Ja wybrałem niebieski odcień, gdyż według mnie jest najładniejszy z całej serii, a według niektórych sklepów nawet tańszy niż czarny. Od debilnej premiery arcydrogiego OnePlus 8, ceny siódemek szybują ostro w dół, więc należy wypatrywać sporych obniżek lub promocji takich jak moja, gdzie 7T Pro w wariancie 8/256 była w pewnym momencie tańsza niż wersja McLaren z 12 GB RAM 😉 Polecam z całego serca każdemu, który polubił się z czystym systemem Android. Natomiast jeśli chcemy zaoszczędzić, zapłacić prawie połowę tej ceny i niestraszne nam zmodyfikowane nakładki systemowe, może warto zainteresować się Xiaomi Mi 9T Pro*?

* – klikając, zaglądając i kupując z reflinka, wspierasz moją działalność na blogu. Pozwalam modyfikować link, skracać i kupować bez mojej wiedzy, byle więcej niż 1 🙂 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *