Halcyon 6: Starbase Commander — kosmiczny indyk o zarządzaniu flotą

Nie tak dawno skończyłem swoją przygodę w jednym z najbardziej rozbudowanych symulatorów zarządzania gwiezdną flotą. Miałem już dość codziennych, często wymuszonych wzmagań z przeciwnościami losu, jęczących mi pod nosem podwładnych i ciągłego poszukiwania wymaganych kruszyw. Postanowiłem się odstresować i zagrać w jakiegoś ciekawego Indyka. Gier w tym gatunku, odgrywających się w kosmosie jest wiele, ale ja szukałem czegoś konkretnego.

Miałem już w rękach prze-genialne FLT i nie ukrywam, że poszukiwałem czegoś takiego. Przeczesując Indyki i stare gry w odwiecznych bibliotekach GOG’a, natrafiłem na perełkę. Gra mało znanego studia Massive Damage, twórców średniawego Star Renegades, postanowiła mocno zaczerpnąć z udanego pomysłu studia Subset Games i w ten sposób natrafiłem na tytułowy, Halcyon 6: Starbase Commander.

Mało kto by się spodziewał, że malutkie studio zbierze na platformie crowdfundingowej prawie 200-tysięcy dolarów na rozwój tej może i małej, ale potężnie rozbudowanej gry. Muszę więc wspomnieć, że jest to jedna z najbardziej wciągających i postawionych na eksplorację Indyków, które zostały wydane na przełomie kilku lat. Moim zdaniem takie Indyki są idealnymi przykładami jak powinno się tworzyć dobre a przede wszystkim mocno grywalne tytuły.

Czym więc jest ta gra? To taka pixel-artowa, space opera która przenosi gracza na zewnętrzne rubieże bezkresnego kosmosu. Akcja rozgrywa się w momencie odbywania rutynowej kontroli w jednej z misji i niespodziewanej inwazji potężnej rasy Chruuli. Obrona Terran nie bardzo może sobie z nimi poradzić, więc ta dzika i nieokiełznana siła z łatwością zagarnia coraz to większe terytoria. Ludzkość traci planetę, stacje kosmiczne, a nawet daleko wysunięte przybytki gwiezdne. Jedyną ostoją wymierającego gatunku jest stacja kosmiczna, osadzona na prastarym artefakcie, dawno już zapomnianej rasy.

Jako jeden z wybranych dowódców, stajemy oko w oko z nieuchronnym zagrożeniem. Otrzymujemy rozkaz, by obronić nielicznie ocalałe kolonie przed nieznanym wrogiem i zbudować nowy pomost między wszelakimi, napotkanymi rasami obcych. Z jednej strony mamy działać dyplomatycznie a z drugiej, wciąż musimy się mieć na baczności. Do tego wszystkiego dojdzie system progresji, zbieractwa potrzebnych surowców oraz walki, która czerpiąc z systemu tur, daje to, co najlepsze. Od samego początku jednak nie otrzymujemy gry na tacy gdzie prosty samouczek pozwoli nam w dowolny sposób przygrzmocić każdego przeciwnika … nie … to nie tu.

Początkowo nasza przygoda będzie się kręciła wokół nawiązywania sojuszy i drobnych potyczek z pirackim ścierwem. Dopiero w połowie zabawy przyjdzie nam rozwijać statki oraz szkolić swą niezastąpioną załogę. Idąc dalej i poznając tajemniczy wszechświat, nauczymy się nowych technologii a wiele z nich, wszczepimy w swoje gwiezdne liniowce.

Od czasu do czasu, przemierzając mroczny bezkres, natrafimy na śmiałków żądnych zebranych przez nas dóbr lub po prostu chcących nas unicestwić. Zasady takich walk są banalnie proste, gdyż osadzone w systemie turowym, przypominają klasycznie japońskie jRPG. Podczas nich, każdy ze statków używa swoich umiejętności lub zdobytych w trakcie kampanii urządzeń, doprowadzając przeciwników do przeciążeń na statku, likwidacji osłon, a nawet zmuszając je do natychmiastowej kapitulacji. Nic nie stoi na przeszkodzie, by przeciwnika po prostu zniszczyć, ale to jest w końcu takie łatwe, że nie warto się starać.

Gra przedstawiona została w przepięknej pixelartowej otoczce graficznej, która świetnie przykuwa uwagę gracza i wręcz zachęca go, do dalszej zabawy. Świetną robotę robi też klimatyczna ścieżka dźwiękowa rodem z filmów akcji klasy B. Nie jest to gra idealna, gdyż co jakiś czas objawia się jakiś nieprzemyślany pomysł twórców, który niestety ale grzeszy prostotą. Dla niektórych odbiorców barierą może stać się dość trudny we wstępnym obeznaniu interfejs oraz mocno uproszczone sterowanie, które ewidentnie było krojone pod rozgrywkę na konsolach.

Jeśli tak jak ja, macie sporo dodatkowego czasu między pracą, recenzjami a wyjściem z psiakiem na spacer, polecam samemu sprawdzić jak się w ten tytuł gra. Halcyon 6 jest grą dla fanatyków gatunku, takim Starpoint Gemini w otoczce graficznej z lat ‘80 i wspaniale, wciągającym klimatem gier spod znaku Indie. Grę można zakupić za około 64 zł, co jest kwotą mocno adekwatną do czasu jakiego w niej spędzicie, lub spędzać będziecie. Ja mam na liczniku drugie podejście z ponad 30 godzinami na karku 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *