Elderborn – piekielnie wciągający i nudny zarazem, slasher

Dobrze pamiętam te czasy, jak na komputerach osobistych zagościła pierwsza część znamienitej i cenionej serii Crysis. Odkąd sięgam pamięcią, zawsze interesowały mnie gry przedstawiające świat z pierwszej perspektywy, a właśnie ta gra zasądziła o przyszłym gatunku moich ulubionych gier. Przez lata uczestniczyłem w futurystycznych bojach oraz odwiedzałem magiczne krainy.

Udało mi się cofnąć do lat dzieciństwa i rozegrać partie w pierwszych Might & Magic, obszedłem pieszo całe Skyrim i do dziś dnia pamiętam piękne czasy, gdy obladzało się posadzki dla tępych orków w Dark Messiah. Muszę przyznać, że w dzisiejszych czasach, trudno o naprawdę dobry FPS, który nie tylko wciąga zaawansowaną mechaniką zabawy, ale ma do zaoferowania wysokiej klasy kampanię fabularną. Z takimi właśnie oczekiwaniami wypatrywałem tytułowego Elderborn – dobrze rokujący tytuł, który nie tak dawno doczekał się oficjalnej premiery.

Droga przez mękę

Na ten tytuł czekało wielu użytkowników komputerów osobistych, a tym bardziej fanów pierwszoosobowych wybryków rzeźnickich. Studio Hyperstrange postanowiło stworzyć niezły miks dzisiejszych chwytliwych tytułów, zaczynając od Dark Souls, a kończąc na poczciwym Painkillerze, polskiego studia People Can Fly. Mimo iż gra posiada jakieś podwaliny fabularne, raczej nie będziecie zainteresowani ich poznać, iż jak na groźnego barbarzyńcę przystało – niszczyć, walczyć, zabijać!

Co można napisać o tym jakże interesującym projekcie? To taki heavymetalowy dark fantasy slasher, przedstawiony z perspektywy pierwszoosobowej z rozwiniętym wątkiem rozwoju osobistego. Otoczka fabularna, którą poznajemy na początku zabawy, ma nas tylko wprowadzić w klimat i dążyć (choć nie musi) do odkrywania tajemniczych znaków na ścianach. Te drobne informacje poszerzają światopogląd bezmyślnego zabójcy, który i tak niczego dobrego z tej lekcji nie zapamięta. 

Gracz wciela się bowiem w postać zaprawionego w boju wojownika, który postanawia odkryć źródło młodości gdzieś w ruinach przeklętego miasta. Po tym, jak wybił się na tle swych pobratymców w miejskiej arenie i krwawo odsunął innych chętnych, zostaje wrzucony w sam środek bardzo krwawej rzezi. Z jednej strony jeszcze przed premierą wyczuwałem w niej czarnego konia 2020 roku, który co prawda nie ma szans z nowym Doom’em, ale mógłby nieco otrzeć się o mojego ulubionego Dark Messiah … przynajmniej tak myślałem. 

Walcz i biegnij!

Jak na slasher przystało, nasz wojownik aż kipi, by zaszlachtować, zmiażdżyć czy pokiereszować kości napotkanym na swej drodze przeciwnikom. Styl walki jest dobrze znany z tego co oferował Dark Messiah, trzeci Fallout czy dobrze nam znany Dark Souls. Mechanika zabawy do trudnych nie należy – po przejściu samouczku, szybko przyswajamy powierzony nam oręż i wycinamy w pień każdego milusińskiego, który nam podpadnie, a tych liczymy w setkach. Rozgrywka właściwa to zwykłe parcie naprzód i likwidowanie wszystkiego, co się rusza w myśl zasady: lepiej by On zginął pierwszy, niż ja. 

Do tego dochodzą specjalne orby, pozostawiane po pokonanych wrogach, lub znajdywane podczas przeczesywania mapy w specjalnych słojach. Przypominają one dusze, które w grze stają się ważną walutą do rozwoju statystyk głównego bohatera. Mamy tutaj do dyspozycji trzy główne parametry – siłę, szybkość i odporność. W każdy z nich ładujemy zebrane z puli punkty, które dobitnie rozwijają naszą postać. Co więcej, po zebraniu wystarczającej ilości, będziemy mogli aktywować jedną z dwóch możliwości bojowych, które w znacznym stopniu ułatwią nam zadanie.

Zebrane dusze z pokonanych wrogów służyć nam będą również jako eliksir życia, który napełni tylko zebranie ich odpowiedniej ilości. Nieco to burzy rozgrywkę, gdyż wychodzi na, to że zabijamy dla dusz, które i tak nam przepadają na rzecz odnowienia życia. Z drugiej strony, nadaje to grze dodatkowej trudności i smaczku, którego tak bardzo brak w dzisiejszych tytułach. 

Narzędzi eksterminacji jest w grze całkiem sporo. Większość z nich znajdziemy dość łatwo na swej ścieżce ku zwycięstwu, choć kilka z nich, zapewne ominiemy. Zazwyczaj są one wbite w truchło jakiegoś dawno pokonanego wroga lub będzie dopiero przy nim leżeć, gdy sczeźnie z naszej ręki. Bronie zdobyte w ten sposób zyskują uznanie swego pana i czasami emanują dodatkową energią. Każdą z broni rozwijamy na zasadzie jej użytkowania, co może nie zwiększa jej możliwości bojowych, ale ułatwia korzystanie z niej. 

A tempo?

Elderborn nie jest grą wyśmienicie szybką, jak to miało miejsce w Painkillerze czy jemu podobnych odsłonach, gdyż walka stoi na wysokim poziomie i jest niekiedy bardzo trudna w odpowiednim rozegraniu. Zdarzało się, że przeciwnicy byli w jakiś sposób uodpornieni na dany rodzaj broni lub po prostu łatwiej ogarniali uniki. Każda z dzierżonych przez nas broni, posiada inny atak i w taki sposób się ją inaczej prowadzi. Po uzyskaniu wprawy w każdej z nich stajemy się potężnym, ciągle prącym naprzód, barbarzyńcą.

Nieco przeraził mnie obraz biegającego Conana Barbarzyńcę, który z zamiłowaniem rozcinał wrogom truchła, nie do końca wiedząc, co czyni. Z innej strony, właśnie o taki obraz chodziło twórcom. Gra może do najpiękniejszych nie należy a silnik graficzny widział lepsze czasy, to finalnie tytuł ma wiele dobrego do zaoferowania. Przede wszystkim mechanika, która jest bardzo prosta do nauczenia i oferująca bardzo wymyślną formę panowania nad ruchem i atakiem, zestaw rozwoju bohatera, który z automatu skupia się także na leczeniu, kopniak został zaczerpnięty z Dark Messiah i sławetnej Sparty … daje prawdziwej mocy.

Mieczem go!

Elderborn to gra, w której ścieramy się wyłącznie za pomocą broni białej. W grze nie uświadczymy łuków, kusz czy broni czarno-prochowej, mimo iż przeciwnicy co chwila zakrywają nas cieniem strzał i bełtów. Twórcy stworzyli bohatera w myśl klasycznego Conana, który potrafił sobie jakoś poradzić bez broni miotanej. To tak jakby ktoś wyposażył Barbarzyńcę z drugiego Diablo w łuk i dziwił się, że słabo trafia. 

Na tę chwilę gra jest dostępna w serwisie Steam oraz na moim ulubionym GOG, świętując w całkiem dobrej cenie. Za grę przyjdzie nam zapłacić ok. ~53,99 zł, co może się okazać fajną gratką dla fanów takiego gatunku gier. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *