Diablo — Hack&Slash mojego dzieciństwa, powrócił!

Nie tak dawno na cyfrowej platformie dystrybucyjnej GOG, pojawiła się perełka z czasów mojego dzieciństwa. Nie będę krył zachwytu, jaki się we mnie obudził, gdy tylko odkryłem, że swoją „ponowną” premierę ma mój ulubiony H&S, pierwsza część Diablo. Gra wydana pod koniec 1996 roku a w Polsce ledwie pół roku później, była pierwszym poważniejszym tytułem, w który zagrywałem się jako 10-latek. I choć przygoda z Diabełkiem rozkwitła u mnie na dobre wraz z premierą II części, to właśnie z pierwszą odsłoną spędziłem kilka dobrych lat.

Pan terroru w służbie zamieci

Może, zanim dojdziemy do konkretów dotyczących ponownej premiery, powinniśmy przypomnieć sobie jak to wszystko powstało. Prace nad pierwszą odsłoną gry ruszyły w 1995 roku dzięki małemu studiu Conor Games, zarządzaną przez takie osoby jak David Brevik, Eric Schaefer i jego brat Max. Growi wyjadacze bardziej skojarzą ich późniejszą nazwę studia, która została przemianowana na Blizzard North. Założenia ich nowej gry były banalnie proste – kampania dla jednej osoby, gdzie przygoda rozgrywałaby się w systemie turowym.

Po wstępnym nakreśleniu linii fabularnej studio zaczęło poszukiwać swojego przyszłego wydawcy. Wraz z trudnościami – jak na tamte czasy – jakie towarzyszyły podczas dystrybucji gier, ostatecznie studio znalazło się w dobrych rękach. Blizzard Entertainment zaproponowało jednak drobne zmiany z mechanice, które ostatecznie doprowadziły do mocnego rozkwitu rozgrywki. Mowa oczywiście o rezygnacji z trybu turowego na rzecz walki w trybie rzeczywistym, co nieznacznie wydłużyło termin oficjalnej premiery. Gra pojawiła się na półkach sklepowych w sylwestra 1996 roku i stała się murowanym hitem już następnego dnia.

Tytuł ten na przestrzeni lat doczekał się oficjalnego dodatku oraz kontynuacji w postaci dwóch pełnoprawnych części, ciągnących za sobą wątek główny serii. I choć pierwsza odsłona Diablo kładła podwaliny pod przyszłe odsłony, to jej kolejne części opierały się na podobnych założeniach, tej samej mechanice oraz losowości lokacji. Przez te wiele lat, miałem nieodpartą chęć powrotu do tego klasyka, ale ciężko było uruchomić stabilną wersję na nowych systemach operacyjnych, a dodatkowo – rzadko kiedy starczało mi czasu. I udało się!

Złego początki

Pierwsza odsłona serii wprowadzała nas w mroczny świat dark-fantasy, w którym to Pan Grozy – Diablo, planował wraz ze swoimi piekielnymi zastępami opanować świat na powierzchni. Wcielając się w jedną z 3 grywalnych postaci (wojownik, mag, łucznik) rozpoczynaliśmy swoją przygodę w okolicznym miasteczku Tristram. Mogliśmy w nim zakupić magiczne mikstury, naprawić swój oręż lub zaopatrzyć się w wytrzymalszy ekwipunek. Tuż obok znajdowało się tajemnicze sanktuarium, w którym zło zaczęło wyciągać swe łapczywe palce.

Podziemia, w których przyszło nam walczyć, składały się raptem na 16 poziomów pełnych krwiożerczych bestii. Podczas ich pokonywania mogliśmy zebrać upuszczone przez nich elementy ekwipunku oraz złoto. Z racji dość ograniczonego plecaka, przenosić mogliśmy tylko określoną ilość przedmiotów, wielokrotnie zmuszając gracza do sprytnego zarządzania ekwipunkiem. Mieliśmy co prawda możliwość wykupienia magicznych zwojów teleportacyjnych do miasta, ale nie zawsze o nich pamiętaliśmy. W przyszłych odsłonach nieco rozbudowano ten aspekt, a w ostatniej – nawet wcielono go bezpośrednio do paska postaci, stając się nauczoną umiejętnością.

Dobrze pamiętam ten gęsty klimat, gdy pierwszy raz zapuszczałem się w nieznane podziemia katedry. Eliminacja kilkunastu wrogów na krzyż, w ciasnych i mrocznych korytarzach dawały ogromne pokłady frajdy i dobrej zabawy na długie godziny. A to za sprawą coraz to silniejszych wrogów oraz mniejszej częstotliwości wypadania lepszej jakości ekwipunku. Tym, co mocno mnie zaskoczyło w tej produkcji to nie tylko losowa generyczność świata, ale również przemyślany system życia po… śmierci. Daje nam ona dodatkową szansę po niechybnej śmierci, ratując nas od permanentnej śmierci, zachowując zdobyty podczas zabawy ekwipunek. Nie ukrywam, że po pierwszej śmierci postaci, odłożyłem granie na kilka dni. Lecz po odkryciu, że moja postać wciąż posiada zdobyczne wyposażenie, wsiąkłem bezpowrotnie na kolejne 3 lata zabawy 🙂

Szansa na mocarny powrót

Wiele osób, które w podobny sposób jak ja, uświadczyły przyjemności zagrania w pierwszą odsłonę gry, zapewne z dużym entuzjazmem przyjęły niedawną wiadomość o ponownej premierze gry. Piszę o ponownej, gdyż dzisiejszy Diablo nie jest remasterem ani zmodyfikowaną wersją gry na potrzeby dalszego zarobku. Bardziej chodziło o możliwość oddania graczom ich ulubionej odsłony w bardziej przystępnej odsłonie. Jeżeli skusimy się na zakup gry w formie pozbawionej zabezpieczeń DRM, m.in. nabywając grę w serwisie GOG, mamy pewność, że nie będziemy potrzebowali do zabawy internetu lub wymuszonego klienta. Chociaż w przypadku wyboru zabawy wieloosobowej, już tak.

Diablo z platformy dystrybucyjnej GOG, daje nam możliwość zagrania w jeden z dwóch trybów. Pierwszy z nich został dostosowany pod Windows 10, oddając graczom wysokiej jakości grafikę, płynność oraz niestety – zabawę TYLKO w trybie dla pojedynczego gracza. Ale na szczęście nic nie zmieniając w kwestii mechaniki. Musze przyznać że obwiawszy się drugiej wersji, początkowo wybrałem właśnie tę, angażując się w 5 godzin brnięcia w coraz to głębsze poziomy podziemi.

Dopiero po tym czasie nabrałem odwagi, by uruchomić drugi tryb – wg mnie mocno klasyczny! Odpalając go uzyskujemy efekty graficzne znane z SVGA w sztywnych 20 klatkach na sekundę ale dodatkowo otrzymujemy możliwość zagrania w trybie wieloosobowym, a to już coś. Od premiery pierwszej odsłony Diablo w serwisie GOG nie minęło za wiele czasu, a ja zdążyłem już ubić pana piekieł dwoma postaciami, także grając ze znajomym w internetach. Wisienką na torcie jest dla mnie cena wejściowa gry na rynku, która oscyluje w granicach 34,99 zł, co nie ukrywam – jest łakomym kąskiem dla każdego gracza. To tytuł, który trzeba mieć, zagrać i delektować się do czasu kolejnych premier… a jest na co czekać. Warcraft I i II też niedługo zawitają…

3 odpowiedzi do “Diablo — Hack&Slash mojego dzieciństwa, powrócił!”

  1. I’ve been browsing online more than 2 hours today, yet I never found any interesting article like yours.
    It’s pretty worth enough for me. Personally, if all site owners and bloggers made
    good content as you did, the net will be a lot more useful than ever before.
    Its like you learn my thoughts! You seem to grasp a lot approximately this, such as you wrote the book in it
    or something. I feel that you simply can do with
    some % to force the message house a little bit, but instead of that,
    that is great blog. An excellent read. I’ll definitely be back.
    There’s certainly a great deal to learn about this issue.

    I really like all of the points you’ve made. http://alienware.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *