Desperados 3 — bardzo dziki zachód wrócił po 14 latach przerwy. Jest zaskakująco dobrze!

Mało która gra wprawiała mnie w tak dobre samopoczucie, jak osławiona i niestety porzucona już seria Commandos. Ukazanie akcji, taktyki oraz strategii w rzucie izometrycznym z różniącymi się od siebie bohaterami posiadającymi odmienne umiejętności … bajka. Wraz z premierą 2 odsłony serii, pojawiła się na rynku podobna gra , ale w klimatach dzikiego zachodu. Desperados od samego początku stawiał duży nacisk na fabułę, nie zapominając o mocno rozbudowanej mechanice, gęstym klimacie zachodu oraz nietuzinkowych bohaterów. z którymi gracze lubili się utożsamiać.

Byłem pewien, że seria raczej nie powróci na dawne tory, więc ogromne było moje zdziwienie, gdy dotarły do mnie pierwsze prasówki dotyczące rebootu serii. Po 14 latach od premiery “dwójki” (bo Helldorado było pomyłką) w połowie czerwca, pojawiła się trzecia odsłona przygód z osławionym Johnem Cooperem na czele. Z wielkim optymizmem i ze sporym ładunkiem zaufania do studia Mimimi Games i wydawcy THQ Nordic, ponownie zasiadłem do ulubionej serii z czasów młodzieńczych. 

Bardzo dziki zachód

Jak można było się spodziewać, także i w nowej odsłonie pokierujemy losami dobrze nam znanych postaci. Po zapoznaniu się z podstawową mechaniką w samouczku, zdobywając doświadczenie jako młody John Cooper, doświadczamy sytuacji, która będzie nękać naszego bohatera aż do uzyskania progu dorosłości. Jako doświadczony już kowboj, przemierzamy zachód w poszukiwaniu gościa imieniem Frank, który jak szepczą wstawki fabularne, jest odpowiedzialny za zniknięcie ojca głównego bohatera. W trakcie misji natrafimy na gromadkę dawnych znajomych, przy okazji zawierając nowe sojusze. W pięcioosobowej kompanii łatwiej nam będzie połączyć łaknienie zemsty z osobistymi porachunkami naszej drużyny. 

CREATOR: gd-jpeg v1.0 (using IJG JPEG v62), quality = 82

Obecni fani serii od razu zauważą, że mamy w tym wypadku do czynienia z całkiem udanym prequelem dwóch poprzednich części, aniżeli otrzymując nową historię. Twórcy widocznie zdecydowali, że lepiej byłoby wprowadzić nowych graczy w ciepłą przyjętą w poprzedniczkach kampanię fabularną, aniżeli tworzyć coś nowego i obawiać się negatywnych reakcji. Mam nadzieję, że taki krok zwiastować będzie coś więcej niż dodatki kosmetyczne. Liczę, że Desperados 3 będzie wstępem do kolejnych części studia. 

Bardzo spodobało mi się takie posunięcie, gdyż zapaleni fani poprzednich części otrzymują całkiem udany reboot a nowi gracze, nie muszą angażować się w poprzednie części, by poznać wcześniejsze wydarzenia. Choć i tak finalnie miałem dość duże obawy, czy wprowadzanie zabawy ponownie na te same tory, wyjdzie studiu na dobre. Jak się jednak okazało, był to strzał w dziesiątkę! Smaczku dodaje fakt, iż każda ze znanych nam postaci, została odpowiednio skrojona na miarę grającego ją aktora, ukazując w ten sposób fenomenalną grę aktorską. Postacie te reagują na swój sposób, wielokrotnie rzucając do nas jakąś docinkę lub stosownie reagując na nasze poczynania.

Nasza wesoła gromadka to wciąż dobrze nam znane postacie — tytułowy kowboj z krwi i kości John Cooper, sprytna złodziejka Kate O’Hara oraz medyk-snajper Doc McCoy. Pozostała dwójka to miks wcześniej znanych bohaterów, specjalnie zmielonych w maszynce studia, by wydobyć nieco bardziej, bliższe graczowi osobistości. Dzięki takiemu zabiegowi otrzymujemy rozstawiającego pułapki trapera zwanego Hector Mendoza oraz Isabelle Moreau, odprawiającą mroczne rytuały Voodoo. Z tą ostatnia postacią twórcy mocno poszaleli moim zdaniem, ale podczas zabawy jest ona nieocenionym kompanem. 

To samo, ale …

W Desperados 3 główne skrzypce gra dobrze nam znana mechanika. Na potrzeby nowej odsłony została ona szczególnie przebudowana, oddając do naszej dyspozycji wiele dróg przejścia misji, na więcej niż dwa sposoby. Gracz może w ten sposób zdecydować czy chce grać ofensywnie, czy bardziej defensywnie. Mając do dyspozycji całkiem zgraną ekipę wraz z jej umiejętnościami specjalnymi, gracz jest w stanie przejść misję z pomocą swej drużyny, a i nawet samodzielnie, gdy mamy sporo samozaparcia. Twórcy stawiają jednak na kooperację między postaciami, która przy mocno wymagających zadaniach, staje się więc główną potrzebą. 

Do dyspozycji gracza, twórcy oddali aż 16 misji, które w oczach najsłabszego ogniwa powinny wystarczyć na około 16-18 godzin zabawy. Wiele zależy od wybranego na początku gry, poziomu trudności oraz preferencji użytkownika, albowiem twórcy nieco rozbudowali wybór trudności poziomu gry, oddając suwaki opcji dla graczy. Ale i tak nie zwalnia to gracza z kilku dość mocno irytujących aspektów nowej, mocno wymagającej zabawy. Pierwszą z nich jest często pojawiająca się na ekranie informacja o czasie, który upłynął od ostatniego zapisu gry. Osoby, które miały przyjemność rozgrywania poprzednich odsłon, dobrze wiedzą, że zapis w odpowiednim momencie, może uratować nam skórę, uniemożliwiając cofanie się do akcji sprzed nawet kilkunastu minut.

Kolejnym przydatnym, choć bardzo kontrowersyjnym elementem jest możliwość skorzystania z tzw. aktywnej pauzy, uprawniającej naszych towarzyszy do zastosowania i wykonania określonej czynności w czasie. Oznaczać to będzie, że będziemy w stanie wybrać czynność lub umiejętność, zaznaczyć jej cel na mapie i w razie potrzeby odpalić zdalnie. Przykładów na jej wykorzystanie, poznamy wiele podczas zabawy, a i własne pomysły wielokrotnie przyjdzie nam wcielać w życie.

Taktyka to podstawa

Rozgrywka czerpie garściami z poprzednich odsłon, implementując i rozwijając dobrze nam znane mechaniki. Nasze postaci mogą się skradać, ukrywać, likwidować z ukrycia, a nawet przemykać się niepostrzeżenie między przeciwnikami, nie dając się nawet zauważyć. Mimo wybrania nawet najniższego poziomu trudności musimy się liczyć z paroma trudnościami. Po pierwsze wrogowie nie są w ciemię bici. Szybko i sprawnie reagują na niecodzienne sytuacje, często wszczynają alarm i są bardzo czujni. Zawsze należy się mieć na baczności, gdyż nigdy nie wiadomo jak strażnik zareaguje w danej sytuacji.

Wybranie nawet najłatwiejszej ścieżki fabularnej może skutkować częstym wykryciem i śmiercią naszej postaci, a w końcu to nie są Commandosy. Tu śmierć jednej z postaci, kończy misję lub następuje ponowne wczytanie pliku z zapisem. Twórcy postawili nacisk na wysoką inteligencję przeciwników, dzieląc ich na grupy, przydzielając im zadania oraz ukrywając ich w niewidocznych strażnicach. W przypadku wywołania alarmu Ci zlatują się jak muchy do g^%$a, mocno komplikując zabawę. Jeśli gramy jako Rambo, szykujmy się na znaczne spadki ilości amunicji, długie czasy przeładowywania oraz … częste wczytywanie stanu zapisu. 

Piękny ten zachód

Trzeci Desperados posiada niezbyt nowoczesną, ale mocno akceptowalną otoczkę audio-wizualną. Nie uświadczymy tu wodotrysków, które rzucą na kolana użytkowników RTX’ów ale pozwolą i tak na dobrą zabawę. Modele postaci, nawet podczas zbliżeń wyglądają na całkiem sprawnie narysowane a elementy otoczenia, sprawiają wrażenie tętniącego życiem miasta. Każda z map jest należycie dopracowana i przedstawia ogrom pracy włożonej przez studio projektowe. Wiele elementów zostało tak stworzonych, by gracz mógł zachodzić z nimi w interakcję. 

Otoczka muzyczna, która towarzyszy nam przez całą zabawę, idealnie wpasowuje się w czarny humor naszych postaci oraz w ogólny odbiór rozrywki. Mamy do czynienia z wymyślną i mocno klimatyczną oprawą dźwiękową, świetnym dubbingiem i postaciami, które od czasu do czasu szepną jakimś fajnym żartem, smaczkiem dla fanów serii. 

The Wild Wild West

Muszę przyznać, że z trzecią odsłoną Desperados bawiłem się wyśmienicie. Grając na PC zamknąłem czas gry w 17 godzinach, rozpracowując 16 misji. Teraz mam w planie wyciągnąć wnioski z rozgrywki i spróbować zrobić misje ponownie, ale w krótszym czasie i bez tysięcznego wczytywania zapisu. Jak na grę, na którą przyszło mi czekać aż 14 lat, uważam że zabawa była przednia i w większości mocno wymagająca. Szybko odkryłem pokrewne mojemu stylowi zabawy postacie i bardzo się z nimi polubiłem, wykorzystując ich mocne, jak i słabe strony. Desperados 3 miało swoją premierę w połowie tego miesiąca, a obecnie można ją zakupić za około ~209,89 zł w wersji podstawowej a dopłacając 40 zł, zyskujemy dostęp do fenomenalnej ścieżki dźwiękowej (polecam na Spotify) i przepustki sezonowej oferującej przyszłe dodatki. 

Podsumowując: Trzecia odsłona, znajome twarze, udany reboot i powracające wspomnienia sprzed 14 lat. Kilka pomniejszych błędzików, często pojawiające się logo zapisu zabawy to zbyt mało by przyćmić wciągającą linię fabularną na tle mocno wciągającej mechaniki zabawy. Z czystym sercem polecam i zachęcam do zakupu “droższej” edycji, oferującej m.in przyszłe dodatki, rozciągające zabawę o dodatkowe godziny!  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *