Dead Cells – motyw martwej komórki, od podszewki

Tak to już jest że od czasu do czasu powstanie Indyk tak mocno wciągający że staje się on prawdziwym cudeńkiem. Jeszcze pół biedy gdy powstanie na konsole, a gdy pojawi się na komputerach PC … to zapadam na rzadką chorobę zwaną … uzależnieniem 🙂

Chyba mało kto spodziewałby się po dzisiejszych grach, swoistego klona dobrze nam znanej metroidvanii. Zapewne wielu graczy, szczególnie – starszej daty, miło wspomina platformowe poziomy na których z gorączkową manianą, wycinaliśmy w pień zastępy pojawiających się przeciwników. I choć w dzisiejszych czasach o dobry a przede wszystkim, wciągający tytuł jest niezwykle trudno, Indycze studia pokazały że jak się bardzo chce – to jednak można.

Takim właśnie przykładem jest tytułowy Dead Cells. Dzieło wybitne i niesamowicie grywalne, które przebiło się przez tkankę mroku pod koniec 2017. Za produkcję tego cudeńka odpowiada niezależne, francuskie studio Motion Twin, które postanowiło tchnąć nieco więcej życia w ostatnio wymierający gatunek gier. Specjalnie użyłem tego jakże ożywczego stwierdzenia, gdyż Indycza gra rozpoczyna się właśnie od zmartwychwstania.

No i lecimy

… a konkretniej od śmierci. W sumie jakby się zastanowić to rozpoczęcie nowego rozdziału … nieważne. Fabularna otoczka trzyma gracza w niepewności od samego początku. Na ekranie monitora obserwujemy intrygującą sytuację w której z podwieszonej, sufitowej rury spada żywa komórka. Po wstępnym rozpoznaniu terenu, poszukuje ona odpowiedniego naczynia w którym mogłaby się zagnieździć. Wchodzi, ewoluuje i pach – nasz bohater stoi właśnie o pewnych nogach. A konkretniej – na nogach nieszczęśnika który zaczął już się rozkładać.

Bohater ma jeden cel. Poznać prawdę o samym sobie i odkryć cel własnej egzystencji. Lecz droga przed nim wcale do łatwych nie należy. Na ścieżce przeznaczenia stanie bowiem armia straszliwych monstrów, przebiegłych nekromantów oraz przepotężnych strażników którzy tylko czyhają na nieostrożnych wędrowców. Szybko zrozumiemy że Dead Cells to taki platformowy Bloodborn, Dark Souls w pixelowej oprawie graficznej, który nie wybacza błędów ale też uczy przetrwania. Gdy mamy szczęście przemy naprzód, jeśli go zabraknie – giniemy i powracamy … ponownie.

Podczas eksterminacji napotykanych na swej drodze przeciwników, przyjdzie nam zbierać po nich spore ilości błękitnych komórek. Ten błyszczący w ciemności surowiec, pozwoli nam na rozwijanie znalezionych podczas zabawy konspektów. Te z kolei zwiększą nasz arsenał, umiejętności dodatkowe a także odblokują szersze możliwości naszej postaci.

Nie mogło zabraknąć również złota oraz umiejętności do przemiany zbytecznych przedmiotów w ten jakże pożądany surowiec. Podczas przygody, niejednokrotnie spotkamy uwięzionych sprzedawców którzy za garść świetlistego kruszywa, podzielą się swoimi artefaktami. Każdy z nich posiada odpowiednie afiksy, określając siłę ataku a także mocno wpływając na efekty alternatywne. Z biegiem przesuwania ścieżki fabularnej do przodu odkryjemy dziesiątki potężnych orężów, które nauczą nas jak z nich najlepiej skorzystać. W Dead Cells nie ważne czy jesteś urodzonym wojownikiem, magiem czy uwielbiasz walkę na odległość. Póki nie nauczysz się być wszechstronnym zabójcą, dopadnie Cię marny los.

Twórcy zdecydowali się na konkretne kroki by ich nowa produkcja nie została zbyt szybko zapomniana. Nie ma nic gorszego niż gra która po jednokrotnym przejściu ląduje w ciemnym kąciku. Idąc tym tropem potrzebowali czegoś nowego, wymagającego a przede wszystkim na tyle wciągającego by gracz nie znudził się po setnym podejściu. W tym celu postawiono na losowość w generowaniu map. Gracz stoi przed trudną decyzją wyboru odpowiedniej ścieżki, gdyż droga prowadząca do celu, przecina wiele różnorakich lokacji. Tych jest na zatrzęsienie, oferując graczowi kilka alternatywnych skrótów lub miejsc z ukrytymi zadaniami pobocznymi. Jest to wyśmienita okazja do zdobycia lepszego ekwipunku, ulepszenia obecnego lub rozwinięcia kilku umiejętności. Nasza postać po przejściu poziomu może liczyć na wizytę w specjalnych strefach bezcłowych w których podreperuje stan flaszki życia, podbije statystyki broni o jeszcze jeden poziom, a w drodze wyjątku wybierze do 3 unikalnych umiejętności.

Dead Cells nie jest grą łatwą. Mimo że jej port pojawił się na Playstation, Nintendo Switch a nawet na konsoli Xbox, to właśnie na komputerach PC, wielu graczy łamie sobie palce wyczyniając istne cuda podczas rozgrywki. Sam zresztą należę do tego zaszczytnego grona bijąc już 118 godzinę w ten mocno wciągający tytuł. A twórcy widząc ciągle rosnące zainteresowanie, ani myślą o odpoczynku.

Przykładem na ten stan rzeczy są ciągle pojawiające się aktualizacje, liczne dodatki oraz rozszerzenia które nie tylko fenomenalnie zwiększają doznania z gry ale i ciągle podwyższają poziom trudności. Dobrym przykładem jest aktualizacja, wprowadzająca do gry komórkę ostatniego Bossa. Ta daje nam między innymi dostęp do rozpoczęcia zabawy na wyższym poziomie trudności, przy zachowaniu zdobytego już ekwipunku i umiejętności … ot taki New Game Plus. Dzięki niemu zdobędziemy o wiele potężniejsze wyposażenie oraz uzyskamy dostęp do zamkniętych rewirów z nagrodami. Muszę wspomnieć że w takiej formie przyjdzie nam aż 5 razy zdobywać w coraz trudniejszych warunkach te komórki, by uzyskać dostęp do finalnego zakończenia zabawy. Choć jak się okazało koniec oznacza tak naprawdę faktyczne rozpoczęcie zabawy … jest więc co odkrywać.

Potem jest już coraz lepiej. Motion Twin wydało 2 potężne dodatki, oferując nowe lokacje oraz coraz to wymyślniejsze wyposażenie, umiejętności i jeszcze bardziej wymagających przeciwników. Rozszerzenie Rise of a Giant wprowadza niezłe zamieszanie na mapie, dając nam dostęp do unikalnych lokacji i niezwykle wymagającej batalii z nieumarłym … olbrzymem. I choć pierwszą potyczkę możemy określić jako trudną, to co mam powiedzieć o kolejnych na wyższych poziomach trudności? Powiem jedno – MAJSTERSZTYK!

Od premiery minęły prawie 3 lata, a tu przed Walentynkami wylądował The Black Seed. Dodatek wprowadzający naszą postać w leśne ostępy bardzo dzikiej przyrody. Ponownie otrzymujemy sporo nowości w mechanice rozgrywki, umiejętnościach, możliwym do zdobycia orężu oraz zabawie, która jeszcze konkretniej wykrzesa na naszych licznikach dodatkowe godziny.

Podsumowując.

Indycza Metroidvania, Pixelowa otoczka graficzna, fenomenalny klimat oraz sporo czarnego humoru, to idealny przepis na sukces. Mało kto był w stanie przewidzieć że tak małe francuskie studyjko, będzie w stanie stworzyć tak potężny i wciąż rozwijany tytuł. Proszę państwa, Starzy jak i Młodzi gracze, zapraszam do lochu. Jest tu sporo ścierwa do zaszlachtowania!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *