Dark Future: Blood Red States — V.A.T.S w służbie złomowania!

Nigdy nie byłem zapalonym miłośnikiem gier sportowych a konkretnie, wyścigowych. W dzieciństwie liznąłem kilka tytułów nastawionych na szybką rywalizację na asfalcie i kila z nich mocno podbiło moje serce. Mowa o klasycznym Destruction Derby, pierwszych odsłonach NFS oraz pierwszej części FlatOut. Potem już nie zasiadałem za kółkiem i zacząłem pykać w sieciowe FPS’y.

Zauważyłem, że dużą rolę w tym wszystkim pełni mój wiek oraz ilość tytułów, jakie przewinęły się przez moje łapska. Powtarzalność schematów, kopiowanie mechanik, dostarczanie tego samego w nowej odsłonie, potrafi mocno zniechęcić do dalszego grania. Do tego doszły wszechobecne remastery i odgrzewane kotlety … po prostu spasowałem. Znaczący brak gier samochodowych, zacząłem nadrabiać niszą, która ewidentnie do mnie pasowała. Wychodzące bardzo często Indyki burzyły trzecią ścianę, pokazując, że można stworzyć na szybko coś ciekawego oraz – najważniejsze – wciągającego!

Post-apo na 4 kołach

Fabularnie Dark Future: Blood Red States nie powala swoją oklepaną kampanią fabularną, ale w doskonały sposób nakreśla w tytule, swoją historię. Dowiadujemy się z niej rządy upadły, a ziemia coraz szybciej zmienia się w nieprzyjazną ludziom planetkę. Wszystko to poprzez nagłe zmiany klimatu, wzrostem zanieczyszczenia oraz ciągłą walką o dominację przez białego człowieka.

Gracz wciela się w kierowcę-wojownika, dumnie prowadzącego swój niesamowity pojazd po ostałych przez te lata, asfaltowych dorzeczach. On, jak i wielu pozostałych przy życiu rajdowych kierowców, uczestniczą w pracach dorobkowych jako najemnicy. Mają oni za zadanie likwidowanie pojawiających się na drodze watażków oraz w sporej większości – ochronę wozów transportowych. Wiadomo nie od dziś, że wraz z rozwojem technicznym oraz nagłym upadkiem cywilizacji, niewiele udało się uratować. Ale jak pokazuje praktyka, sprawne auto w rękach wojownika staje się zabójczym.

Rambo w 2025 roku!

Jak na tak mocno zniszczone ziemie, ludzkość musiała się dobrze zabezpieczyć na wypadek częstych rabunków i ataków ze strony zbuntowanych maruderów. W tym celu zaczęto wyposażać swoich kierowców w śmiercionośne narzędzia mordu, instalowane w ich wyścigowych autach. W trakcie zabawy poruszamy się po 4 pasmowej drodze, dostosowując prędkość do warunków na niej, oraz tak manewrując pojazdem by wrogowie znaleźli się na linii wystrzału.

By sprawiedliwości stało się zadość i – by przy okazji nie porównywać zabawy tylko do pospolitego Destruction Derby – twórcy oddali do naszej dyspozycji, tzw. Tryb Rozkazów. Dzięki niemu możemy mocno spowolnić czas, by sporządzić odpowiednią taktykę przed lub podczas walki. Ten przypomina nieco układ z V.A.T.S znanym z serii Fallout, w którym to my decydujemy co się zaraz stanie z wrogiem.

Zebrane podczas misji kredyty przeznaczamy na rozwój swojej maszyny oraz zakup nowych sprzętów. Są to nowe działka oraz wyposażenie, dzięki któremu przyszłe misje staną się prostsze.

Indyk który przetrwał apokalipsę!

Dzieło studia Auroch Digital działa na znanym i cenionym silniku Unreal Engine 4, pokazując pazur w kierunku odwzorowania fizyki. Ta w tym wypadku spisuje się wyśmienicie a w szczególności podczas gorączkowej wymiany ognia oraz hakowania w locie 🙂

A to wszystko skąpane w bardzo przyjemnym sosie zniszczenia oraz wciągającej, a później trudnawej – rozgrywki 😉 Zainteresowanych odsyłam na Steam i GOG gdzie można wyhaczyć tytuł za około ~63 złocisze. Prezent na święta? Czemu nie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *