Assassin’s Creed — to seria którą pokochałem i znienawidziłem jednocześnie

Bardzo dobrze pamiętam ten dzień – sobotnie popołudnie, słoneczko za oknem i ja kiszący się we Wrocławskiej szkole policealnej, tłucząc od rana znienawidzoną Informatykę. Wciąż nie potrafię odpowiedzieć sobie na pytanie, czemu wybrałem akurat tą specjalizację, bo przecież Technik Informatyk to taki komputerowiec, który zna się dobrze na sprzęcie i jednocześnie nie jest w niczym dobry… No, ale cóż począć. Coś musiałem wybrać, by udobruchać rodziców a w przyszłej pracy pokazać stosowny papierek.

W tym czasie poznałem kilku fajnych gości, którzy zasiali we mnie ziarno prawdziwego gracza, gdyż do tej pory grałem w gry bez polotu, i szczególnego zainteresowania… Ot łoiłem w nie dla samej zasady. Coś jednak w pewnym momencie w tej bańce niedoskonałości pękło, gdy jeden z moich kolegów zaprosił mnie do siebie “na granie”. Były to czasy świetności konsoli Xbox 360. I nagle BAM – obuchem w łeb! Na dużym kineskopie odpalona została gra o zakapturzonym gościu wspinającym się na budynki i zabijającym z ukrycia złych antagonistów. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że od 2007 roku zacznie się moja wielka przygoda z grami z serii Assasin Creed.

Pomijając przepiękną historię ewolucji z grami komputerowymi i ścisłej przynależności do sekty “PC Master Race”, skupię się zatem na serii, w której zakochałem się od pierwszego gameplayu. Długo musiałem czekać na komputerową wersję o zakapturzonym zabójcy, gdyż gra zmieniła port dopiero pół roku po swojej premierze na konsolach nowej generacji. Wtedy miałem już za sobą niezliczone solucje, przeczytane poradniki oraz w miarę ogarnięty styl grania … I nigdy bym nie pomyślał, że Assassin’s Creed okaże się czymś więcej niż tylko zwykłą serią.

Assassin’s Creed (2007 / 2008)

Jako że AC był tytułem wejściowym serii na rynek elektronicznej rozrywki, podszedłem do mechaniki jak każdy zapatrzony się w perełkę, gracz. Z uwagą śledziłem każdą linijkę tekstu, zagłębiając się w prostą, lecz niesamowicie złożoną ścieżkę fabularną i fenomenalnie poprowadzoną kampanię. Wraz z głównym bohaterem przeżywałem życiowe wzloty, jak i drastyczne upadki, na samo dno Assasyńskiej hierarchii. Szybko zauważyłem, że tytuł ten posiada wiele aspektów czyniących z niej grę roku. W szczególności w aspekcie nowoczesnej mechaniki, jak również unikalnego zastosowania jak na tamte czasy systemu skradania, osłon oraz eliminacji przeciwników.

Assassin’s Creed II (2009)

Gdy tylko dowiedziałem się, że powstaje kolejna odsłona serii, na prędko zacząłem odkładać fundusze na kolejną odsłonę gry o zakapturzonym zabójcy. Wraz z premierą i ograniu pierwszych kilkunastu godzin, byłem świadomy, że nie była to absolutnie kasa wyrzucona w błoto. Ezio Auditore z Florencji to był świetny wybór. Młodzieniaszek, buszujący po renesansowych Włoszech, wdając się w bójki z innymi przedstawicielami florenckich rodów i kradnący serce panien lekkich… i innych obyczajów. Postać idealnie stworzona do szybkiego i dramatycznego retuszu. Stając bowiem na progu młodości w obliczu wielkiej zdrady z przymusu jak i obowiązku zostaje jednym z legendarnych asasynów. Przypomnę, że w drugiej części gry , twórcy nie skupiają się nie tylko samym zakonie zabójców, lecz na jednostkach, filarach i podwalinach, tej jakże potrzebnej dla równowagi organizacji.

Ukazanie zwykłego człowieka, który staje się wymierzającym sprawiedliwość sędzią i katem, wprowadziło nie tylko duże bogactwo scenariuszowe do przyszłych odsłon, ale nakreśliło też ciepło przyjęty konspekt przyszłych części serii. Druga odsłona gry pokazała, że bardzo dobrze zrównoważoną mechanikę walk, można jeszcze bardziej udoskonalić. Nasza postać zyskała nowe ruchy, umiejętności specjalne oraz została wyposażona w jeszcze bardziej efektywne narzędzia mordu. Rozwinięto bazę wypadową, dodano zadania poboczne tak, by zabawa wystarczyła na wiele dodatkowych godzin. Śmiem mogę stwierdzić, że była to moja ulubiona część. W końcu spędziłem w niej – bagatela – ponad 120 godzin.

Assassin’s Creed: Brotherhood (2010)

Tutaj Ubisoft zaszalało pełną mocą. Otrzymaliśmy spinoff poprzedniej produkcji, kontynuujący tragiczną historię zemsty naszego bohatera. Tym razem przenosimy się do Rzymu, gdzie prócz wspaniałej wycieczki po drobiazgowo odwzorowanych zabytkach, staramy się po raz kolejny jak najbardziej zaszkodzić zakonowi Templariuszy w odnalezieniu pradawnych artefaktów Edenu. Nowym wyznacznikiem jakości było tutaj, wprowadzenie systemu towarzyszy, w którym jako gracz zdecydowaliśmy o ich umiejętnościach, wyposażeniu, a także zlecaniu pomniejszych zadań. Za to z kolei otrzymywaliśmy zwrot podatku, dzięki któremu nasi wierni kompani stawali się coraz potężniejsi.

Największym zaskoczeniem w tej odsłonie, była możliwość rozegrania w trybie wieloosobowym. Mechanika skupiała się na dynamicznych sekwencjach, w których jeden z graczy robił za zabójcę, a reszta się chowała. Ot taka ciuciubabka dla zaawansowanych. Wtedy jeszcze bardziej spodobało mi się, w jakim kierunku idzie seria, choć miałem konkretne obawy czy powtarzanie w kółko tych samych schematów wyjdzie w grze na dobrze w niedalekiej przyszłości.

Assassin’s Creed: Revelatios (2011)

Ostatnia z części serii, to gra kontynuuje opowieść o losach jednego z najpotężniejszych asasynów – Ezia Auditore i dalszego rozkwitu bractwa zabójców. Tu też kończyły się losy znienawidzonego przez wielu graczy bohatera Desmonda Miles’a, który często “przeszkadzał” nam w przerywnikach właściwej rozgrywki. Nie neguję pomysłu twórców, w postaci prowadzenia wątku bractwa asasynów w czasach obecnych, ale zastosowany dramatyzm i skala tego wątku scenariuszowego, dość mocno w mojej opinii odstawały od serii, ustanawiając spory immersyjny dysonans. .

Wracając do historii 50-letniego Ezia i kresu jego podróży, przenosimy się do majestatycznego Masjafu. Tam rozwijamy arcyciekawą historię tajemniczej biblioteki Altaira, bohatera pierwszej części serii. Tam też doprowadzamy naszą postać do samego, zwieńczającego trylogię końca, tym samym zamykając raz na zawsze opowieść o Ezio. I szkoda tylko, że nowa odsłona gry nie wprowadza niczego nowego do serii.

Assassin’s Creed III (2012)

Rok później Ubisoft zaskoczył graczy. Wprowadzono nowe ramy czasowe i historyczne, przenosząc gracza do XVIII wieku, w sam środek kolonizowanej Ameryki Północnej. Nowa szata graficzna i przeniesienie ciężaru osi fabularnej na dwie postacie zostało ciepło przyjęte przez znawców serii, ale spotkało się także ze sporą ilością krytyki. Graczom nie do końca spodobała się również drętwa animacja postaci, sztucznie podwyższone SI wrogów a także na zbyt szybko nakreślona kampania fabularna. Największym plusem produkcji i swoistą innowacją , był udoskonalony system wspinaczki i biegania po drzewach …i tyle.

Assassin’s Creed IV: Black Flag (2013)

Obawiałem się tej premiery. Black Flag pokazało jednakowoż mocny pazur gatunkowy. Mój ulubiony motyw piracki szybko przekonał mnie do zabawy, lecz im dłużej spędzałem w nim czasu, tym bardziej go nienawidziłem. Nowa odsłona serii skupiała się przede wszystkim na rozwoju załogi i statku głównego, jego posiadłości bohatera oraz kolejnych podbojów. Staraliśmy się zdobywać coraz to nowe terytoria, pomnażać skarby oraz ulepszać swoją jednostkę pływającą. Tak proszę państwa, w Black Flag mogliśmy pływać po czystych, lazurowych morzach Karaibów. Przynajmniej do czasu, gdy rzygaliśmy już za burtę tym całym pływaniem. Było tego po prostu za dużo. Za dużo biegania, za dużo pływania, za dużo zadań pobocznych … To w mojej opinii przesyca produkcję. Polityka wrzucania rok po roku nowej gry, po prostu nie mogło wyjść serii na dobre.

Jedynym pozytywnym aspektem tej produkcji były świetnie napisane wzmianki o dawnej cywilizacji oraz ich artefaktach, które przez czas trwania serii, zawsze posiadały swoje pięć minut. W tym wypadku nieco bardziej rozwinięto ich historię, co pozwoliło wyjaśnić więcej nurtujących mnie kwestii i rozwiać wątpliwości.

Assassin’s Creed: Unity (2014)

Paryż, rewolucja francuska, nowi bohaterowie … co może pójść źle? Otóż może. W dniu premiery oraz przez kolejne kilka tygodni, gra borykała się z fatalnymi problemami technicznymi. Brak stosownych łatek, nieprzemyślane zabezpieczenia antypirackie oraz kulejąca wydajność na komputerach osobistych, sprawiało, że tytuł zdawał się być niegrywalny. Do zabawy podchodziłem może ze 3 razy, gdyż albo miałem przyjemność z ciągłym wywalaniem gry do pulpitu, albo notorycznie zaliczałem kasowanie zapisów ze strony chmury Ubisoftu. Chyba dopiero po miesiącu gra stała się jako tako grywalna.

Kolejna odsłona serii, szczególnie w tej wymienionej odsłonie ukazała kunszt pracy grafików. Doskonale odwzorowane lokacje rewolucyjnego Paryża, dbałość o szczegóły oraz unowocześniona mechanika były tym na co czekali gracze od bardzo dawna. I Voile! Podano im to na srebrnej tacy, jednocześnie pamiętając o aplikacji mobilnej, będącej czymś na kształt specjalnego, atrakcyjnego dodatku.

Assassin’s Creed: Syndicate (2015)

Tu przelało mi się piwo goryczy … Kompletnie nie byłem w stanie odnaleźć się w industrialnym świecie rewolucji przemysłowej XIX-wiecznej Anglii. Zawsze lubiłem klimat Kuby Rozpruwacza oraz Sherlocka Holmes’a, ale im dłużej spędzałem czas w tej grze, tym mocniej się nudziłem. Myślę, że było to spowodowane rozdzieleniem bohatera na dwie postacie i przeskakiwaniem podczas zabawy między rodzeństwem bliźniaków Jacoba i Evie. Każda z postaci posiadała odmienne statystyki oraz umiejętności, jednocześnie rezygnując z indywidualnej wszechstronności pojedynczego Assasyna.

Na szczęście seria wyśmienicie broniła się odwzorowaniem dawnego Londynu, wraz z jego najważniejszymi zabytkami architektonicznymi. Ponownie seria mogła pochwalić się detalami i dość mocno wciągającą fabułą. A wciąż aktywne niewolnictwo, wyzysk władzy oraz bandyckie działania szarej strefy, która usilnie próbowała przejąć gospodarkę nadało jej odpowiedniego historycznego kolorytu.

Assassin’s Creed: Origins (2017)

Początek nowej przygody. Tym razem seria zaczęła nowy wątek z olbrzymim rozmachem. Ulepszono wszystko – począwszy od przygody, po lokacje i mapę, która teraz była po prostu -OGROMNA! Ścieżka fabularna opierała się o wydarzenia mające miejsce w starożytnym Egipcie, przedstawiając historię bohatera imieniem Bayek. Jednocześnie na kanwie jego tragizmu przedstawiła zalążek formowania się od podstaw tajemniczego zakonu asasynów. Tu muszę przyznać, że twórcy dali do wiwatu. Gra nareszcie zyskała miano bogatej piaskownicy, w której gracze mogli bawić się do oporu . Odkrywanie świata zajmowało o wiele więcej czasu niż zwykle (zaliczanie wszystkich aktywności można liczyć nawet w setkach godzin) , a rozwijanie postaci i zdobywanie ekwipunku oraz jego statystyki okazały się strzałem w dziesiątkę . Problem istniał jednak w paru szczegółach, co do których wielu wciąż miało pewne wątpliwości.

Niestety, ale wraz z przestawieniem się na nowy silnik graficzny i na specyficzną, acz rozwojową mechanikę z elementami RPG, dodano do serii kolejny znaczący wątek. Mam na myśli rozwój postaci na podstawie o poziomy. Podobny przykład zaobserwowaliśmy w Syndicate ale tam poziomów było kilka i różniły się od siebie diametralnie. W Origins nasza postać wciąż ewoluuje co powoduje, że ekwipunek za szybko skaluje się ze statystykami w dół, przez co nie ma pewności czy podczas wypełniania danej misji, będzie nam łatwiej czy trudniej. Według mnie zaimplementowanie takiej mechaniki to zbędny element, który niekoniecznie rozwija serię w dobrym kierunku. Jednak to, co najbardziej mnie irytowało to wprowadzenie niepotrzebnych zdarzeń losowych do gry (w postaci special events) – walka ze starożytnymi Bóstwami? Dodatkowy ekwipunek z Final Fantasy? Ubisoft, za jakie grzechy?!

Assassin’s Creed: Odyssey (2018)

Jak najlepiej wydłużyć sprzedaż udanego produktu? Zrobić klona na jego podstawie! Niecały rok po premierze upojnych wakacji w Egipcie nadeszła pora na Starożytną Grecję i jej kanonicznego spartańskiego bohatera. I w myśl zasady – od miernoty do bohatera, nasza postać (mamy tu do wyboru jedno z rodzeństwa Aleksiosa lub Kasandre) szybko zyskuje szacunek greckiego świata, pnąc się po stopniach zawodowej kariery niezawodnej maszynki do zabijania…I przepraszam, ale tutaj spasuję, bo to już nie jest ten Assassin, jakiego tak dobrze do tej pory znałem.

Jak można było zauważyć, seria bardzo mocno się przez ten czas rozwinęła. Od premiery pierwszej części, doczekaliśmy się 11 pełnoprawnych tytułów w tym Rouge, który był dla mnie tak naprawdę przedłużeniem Black Flag, a także wiele dodatków i pomniejszych gier z serii. Od czasu wydania Unity, Ubisoft zaczął coraz bardziej zbaczać z wybranej na początku drogi. Nasz bohater nie krył się już w cieniu, postanowił wyjść bardziej z ukrycia i robić swoje, ale na większą skalę. Osobiście nie do końca podoba mi się kierunek, w którym idzie studio, zbyt mocno zmieniając koncepcję swojej – mocno udanej i cenionej – serii.

Z roku na rok Assassin’s Creed staje się coraz ładniejszym przewodnikiem turystycznym dla mas. Olśniewająca grafika, wszechobecne detale, szczegółowo odwzorowane budynki, społeczeństwo oraz wydarzenia wzięte często żywcem z historii, dają nam namiastkę przepięknego opowiadania tego co było, lub “mogłoby” być. I niestety, ale idąc dalej tropem polityki Ubisoftu, w tą samą mechanikę, otrzymujemy grę coraz to prostszą, z masą niepotrzebnych elementów, sztucznie wydłużających gameplay, nie zmuszających do myślenia szeregowego gracza, napędzającą sztucznie dodatkowe godziny. Nie pozostaje nic ( albo bardzo niewiele) co mogłoby nas pozytywnie zaskoczyć.

A tymczasem za rogiem czai się Ragnarok … z zimą, jakiej w Polsce ostatnio zabrakło, piękne drakkary, jucha lejąca się hektolitrami i nadzieja, która każe mi wierzyć, że może teraz będzie inaczej ….A jeśli nie – to niech ich wszystkich połknie Jormungand.

Cholera, a może ja już jestem za Stary na nowego Asasyna 🙁 ?

Jedna odpowiedź do “Assassin’s Creed — to seria którą pokochałem i znienawidziłem jednocześnie”

  1. Jeszcze nie miałem okazji zagrać w żadną część Assasina. Odrzuca mnie głównie nijakość gier Ubisoftu, które są robione na zasadzie “kopiuj-wklej”. A może pierwsze części były robione inaczej?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *