Age of Wonders: Planetfall — nad wyraz dobrze …

Nigdy nie byłem zagorzałym zwolennikiem tych bardziej rozbudowanych gier strategicznych, choć zjadłem zęby na piątej odsłonie serii Cywilizacja. Na dłuższą metę nie potrafiłem należycie skupić się na ekspansji terytorialnej, zawsze wierząc w rozwój gospodarczy oraz dobrze poprowadzoną, dyplomację. Ale nigdy nie zapomnę Age of Wonders III, który szybko zmienił u mnie takowe postrzeganie strategii.

Trochę się zdziwiłem, że dopiero 3 odsłona serii wciągnie mnie na tak długie godziny, gdyż w przypadku poprzednich części, za szybko się poddawałem. Dla niewtajemniczonych – seria Age of Wonders jest klasykiem gatunku, rozbudowanym symulatorem strategii postawionej na tury, do tej pory przedstawiającej magiczny świat. Tym razem jednak twórcy poszli o krok do przodu, serwując nam iście futurystyczną wizję wszechświata.

Dużo zapożyczeń, masa innowacji

Gdy pierwszy raz usłyszałem, że tak dobrze odebrana przez graczy seria, ponownie zagości na rynku elektroniki rozrywkowej, wręcz zapiałem z zachwytu. Nie do końca byłem jednak pewny czy zmiana miejsca akcji i postawienie na futuryzm, będzie dobrym pomysłem. Brałem pod uwagę średni start kolejnej Cywilizacji (Beyond Earth), która nie cieszyła się tak dobrym uznaniem graczy, jak poprzednie odsłony. Obawiałem się powtórki na takim samym poziomie, gdzie gra kilka tygodni po premierze, umierała i zostawała zapomniana.

Odpalając po raz pierwszy recenzowaną grę z pewnym grymasem na twarzy, nie byłem w stanie ocenić czego mam się po nowej odsłonie spodziewać. Po spędzeniu raptem kilku godzin na samouczku i rozegraniu pełnego trybu piaskownicy doceniłem kunszt Triumph Studios, jakim obdarzyli ten tytuł. By nie wyjść na jedno-stronniczego, trzeba przyznać, iż Age of Wonders: Planetfall, garściami czerpie z nowych Cywilizacji, ale robi to w sposób bardzo staranny. Od razu można zauważyć, iż twórcy władowali w grę masę wysiłku, co przedkłada się na niezłą grywalność. Szkoda, tylko że podczas samotnej zabawy czy rozgrywania mocno leciwej kampanii, tak szybko wkrada się w rozgrywkę, nuda i powtarzalność …

Ekspansja nade wszystko!

Czwarta już część cyklu nazwana Planetfall, sprowadza nas do tego samego co w poprzednich odsłonach – zdobywaniem nowych terytoriów, rozbudową miasta oraz wojska, za którego pomocą zdobędziemy pełną dominację. W międzyczasie twórcy oddali nam specjalne narzędzia do rozwijania badań, opracowywania futurystycznych rozwiązań oraz szkolenia jednostek w taki sposób by prowadzone w trybie taktycznym potyczki, wyglądały widowiskowo i efektownie. Zresztą ten aspekt zabawy zawsze był mile odbierany przez graczy i nadal jest 🙂

Nowa odsłona gry posiada kampanię fabularną dostosowaną pod dane frakcje, ale sposób jej narracji i poprowadzenia głównego wątku historii, potrafi mocno zanudzić. Moim zdaniem zabrakło pazura w takim przedstawieniu świata gry, jak również czegoś, co wybijałoby tę część na tle poprzedników. Być może komuś przypadnie do gustu takie poprowadzenie historii, lecz dla mnie osobiście jest ona nijaka. Największą zaletą gry jest jednak tryb klasyczny, w której istna dowolność decyduje o przyszłej rozgrywce. Po wyborze losowości w grze otrzymujemy najbardziej zaawansowaną petardę zabawy, czyli prosto ujmując – wszelaką dowolność. Świetnie sprawdza się to w przypadku różnorodności ras przedstawionych w grze, które cechują się odmiennymi statystykami, dobrymi, jak i złymi stronami, a także ogromną różnorodnością techniczno – kulturową.

Podczas swojego ruchu, każda z ras korzysta z rozbudowanego drzewka technologicznego. Wprowadza ono masę udogodnień dla każdej z nacji, serwując unowocześnienia do systemów technologicznych, wojennych oraz mocno wspomagających gospodarkę. Wybierając na początku zabawy swoją rasę, należy wziąć pod uwagę jej zmienne uwarunkowania i sposób, w jaki najlepiej przyjdzie im prowadzić ekspansję. Nie ma nic gorszego od niewłaściwego wyboru ścieżki i zaczynanie od nowa … ja tak straciłem całe Imperium.

Świat skąpany w podziałach

Gdy zerkniemy na mapę świata, zauważymy, że ta podzielona została na kolorowe sektory. Każdy z nich charakteryzuje się odmienną topografią, nagromadzeniem surowców oraz modyfikatorów, dzięki którym nie raz wzniesiemy na wyżyny swoją gospodarkę. Przeczesując terytoria, możemy natknąć się na tajemnicze obiekty, będące pozostałościami danych cywilizacji, które do zdobycia wymagać będą od nas pewnego, militarnego zaangażowania.

Sam rozrost naszego przyczółku następuje w sposób bardzo szybki, co tłumaczy dynamiczną ekspansję terytorialną. Nawet się nie spostrzeżemy, że w przeciągu kilku tur uzyskamy nie kilka, a kilkanaście baz i większych metropolii. Moim zdaniem postępuje to nieco za szybko, no chyba, że trafimy na wymagającego przeciwnika lub zabraknie nam właściwych surowców na mapie. Podobnie jak w przypadku Cywilizacji, tak i tu decydujemy co w danej turze ma powstawać w miastach. Decydujemy się na szkolenie armii lub rozbudowę odpowiednich struktur. I choć należę do grona ulubieńców rozbudowy ekonomicznej miast, to jednak w Planetfall, pozostawienie bezbronnego miasta, nie będzie dobrym pomysłem.

Mowa oczywiście o walce. O braku potyczek nie ma mowy, gdyż mapa wypełniona jest różnorakimi aktywnościami powiązanymi z walką. Podczas eksploracji natkniemy się na rozumne istoty, które zaniechają działań wojennych na rzecz mniejszych strat, ale możemy też napotkać krwiożerczą faunę w najczystszej postaci. Naszą drużyną dowodzi bohater a starcia przypominają nieco rozgrywkę z 4 odsłony Herosów, gdzie dowódca brał udział w walce. Tu jest podobnie, no może z tą różnicą, że nasza armia zdaje się nieco za bardzo dopakowana. W praktyce okazuje się bowiem że przeciwnikom łatwo będzie nas pokonać a my bez problemu rozłożymy na łopatki większość dręczących nas na mapie problemów. Muszę przyznać, iż bitwy są bardzo emocjonujące, ale nie w sposób żaden ich pominąć, co w przypadku dużej ilości potyczek, potrafi mocno wynudzić. A im dalej brniemy w rozgrywkę, tym więcej i więcej mamy z nimi do czynienia.

Gdy na mapie pozbędziemy się pełzającego paskudztwa, walki przeradzają się w dynamiczne starcia, gdy pod lufę dział podejdzie wroga nacja. Dopiero wtedy nasze umiejętności dowodzenia spotykają się z doświadczeniem na polu walki. Sztuczna inteligencja przeciwników dążyć będzie do flankowania i ostrzeliwania z daleka naszej pozycji, więc w trakcie walki musimy mieć oczy dookoła głowy i na bieżąco kontrolować przebieg bitwy. I tu znowu spotykamy się z zawrotnym tempem, które nader za szybko wywraca taką potyczkę do góry nogami. Nasza siedmioosobowa armia potrafi w mig rozgromić przeciwnika, o szybkim zdobywaniu miast nie wspominając. Od razu wspomnę, że Age of Wonders: Planetfall nie ma tur czasowych … choć niejednokrotnie miałem uczucie, że gra toczy się o wiele za szybko.

Na zabawę w nowym Age of Wonders: Planetfall poświęciłem ponad 30 godzin, dumnie nosząc sztandary wielu ras w eonach zdobytych światów. Rozwinąłem swoje kolonie do granic kosmosu i rozpocząłem żmudną, ale konkretną krucjatę ku woli Imperatora. Nowa odsłona cenionej serii ma bardzo bogatą i dopracowaną zawartość, która przy pierwszym spotkaniu potrafi wręcz dobić początkującego gracza. Po kilku pomniejszych potyczkach potrafimy docenić potencjał drzemiący w tej grze, przy jednoznacznej akceptacji mozolności, w którą borykać będziemy się do końca zabawy. Na tę chwilę Age of Wonders: Planetfall cierpi na duże ciśnienie pchania historii do przodu oraz powtarzalność wojennych potyczek. Myślę, że gdyby twórcy przemyśleli podstawy mechaniki, ukrócając do zbędnego minimum potyczki na mapie, wyszłaby z tego całkiem przyjemna bitwa turowa, a tak – za dużo niepotrzebnej walki o tyci doświadczenie dla naszych wojsk.

Reasumując — Age of Wonders: Planetfall to dobra gra, choć na dłuższą metę potrafi znudzić swą powtarzalnością. To dobra strategia, czerpiąca garściami z takich tytułów jak Cywilizacja, Endless Legend, serii o Herosach czy nawet Master Orion. I choć wszystko wygląda bardzo pięknie, tak najbardziej przy tym wszystkim ucierpiała szybko nudząca się mechanika. Szkoda, bo mogło z tego wyjść arcydzieło. A tak jest TYLKO nad wyraz dobrze …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *